Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marc Jacobs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marc Jacobs. Pokaż wszystkie posty

grudnia 10, 2018

Popłynęłam ~19~

Popłynęłam ~19~
Hej!

Czy u Was emocję po Black Friday już opadły? U mnie wciąż adrenalina na wysokim poziomie :) Bronie się jak mogę, ale no co poradzę, że moja silna wola jest bardzo słaba :( Nie wszystko jeszcze mi doszło po zakupach Listopadowych, ale coś czuje, że mój portfel w Grudniu jeszcze bardziej ucierpi! Będę Was teraz kusić - ostrzegam!



Moje oczy błyszczą! List do Mikołaja mogę porwać, bo prezenty z listy kupiłam sobie sama! :) Począwszy od palet, które teraz każdy chce mieć i skończywszy na powalających rozświetlaczach, które widać z kosmosu!



Zaczniemy od palet i na pierwszy ogień idzie nowość od marki Nabla - Poison Garden Pressed Pigment Palette (179zł), którą udało mi się dorwać ze zniżką 20%, wiec taniej o prawie 36zł! Jest ona większa od poprzednich o jedną kolumnę cieni. Przyznajcie sami - no jest boska!



Drugą paletową zdobyczą jest nowe dziecko od Huda Beauty - The New Nude Eye Shadow Palette (56GBP). Kupiona jak tylko pojawiła się w sprzedaży na angielskiej stronie :) Ciągle kupują mnie wszystkie ciepłe i różowe kolory, a te nowe błyszczące formuły czterech cieni, już mnie miały przy pierwszych zdjęciach na necie!



Kolejnym zakupowym produktem do oczu są cienie w kremie od Semilac - Eyeshadow Glitter Cream (29,90zł). Ja skusiłam się na trzy kolorki: Miss of the World nr 109 to piękny, chłodny róż z milionem chłodnych, srebrnych iskierek. Jest półtransparentny, lecz kiedy potrzęsiemy dobrze opakowaniem robi się gęstszy i bardziej jednolity. Staje się wtedy metaliczną, chłodną i lekko szarawo-różową taflą. Pale Peach Glow nr 54 ma zupełnie inną konsystencję, jest bardziej piankowa. Kolor to metaliczna brzoskwinka z domieszką szamańskiego akcentu. Opalizuję na złoty odcień. Shimmering White nr 092 to także cień o piankowej konsystencji, jego baza jest półprzeźroczysta i lekko biała, natomiast w niej iskrzy tysiące opalizujących iskierek w kolorze fioletu i niebieskości - niesamowity efekt.
Pierwszy odcień ma troszkę bardziej płynną konsystencję niż pozostałe dwa, nie wiem czy to już tak jest, czy może mój jest przeterminowany albo z jakiejś innej partii? Użyłam tego drugiego cienia ostatnio i się troszkę zawiodłam, mianowicie na powiece zrobiła mi się z niego skorupka i po godzinie odpadła w jednym miejscu. Możliwe, że nałożyłam za dużo produktu :( jeszcze będę testować.



Ostatni produkt do oczu jaki sobie sprawiłam to także cień w płynie, tym razem od Nabla - Metalglam Metallic Liquid Eyeshadow w kolorze Ethereal (44zł). Ma podobną piankową konsystencję jak cienie w płynie od Semilac, jednak tutaj zamiast tubki mamy aplikator. Sam kolor to cudnie błyszczący szampański odcień, który opalizuję pod światło na ciemne złotko :) Jeszcze go nie nosiłam i bardzo mnie ciekawi jak się sprawdzi!





Pozostańmy w temacie błysku :) Kolejne dwie błyskotki to przepiękne rozświetlacze od Makeup Revolution z serii Diamond (29,90zł). Pierwszy to Princess Cut jest dużo chłodniejszy, prawie srebrno-lawendowy. Drugi, dużo cieplejszy i bardziej wpadający w brzoskwiniowe tony to Girls Best Friend. Każdy z nich jest w kształcie diamentu i składa się z trzech części. W wersji chłodniejszej to po bokach, dwa trójkąty o jasnym lekko złotawym zabarwieniu i w środku największy trójkąt w kolorze bardzo jasnego, wyblakłego fioletu. Cieplejsza wersja to również dwa trójkąty po bokach, ale w bardziej szampańskim odcieniu oraz środkowy trójkąt w kolorze brzoskwiniowy-rosegold. Trzeba z nimi uważać, bo dają meeega blask na policzkach. Ja mieszam kolory w opakowaniu i nanoszę na przypudrowaną twarz pędzlem typu wachlarzyk, bo w przeciwnym razie można zabłysnąć jak latarnia w ciemnej alei :) Nie mają żadnych drobinek, a na twarzy tworzą piękną taflę.


Ostatnia błyskotka w tym poście to produkt na który długo się czaiłam i biłam się z myślami czy jest mi, aż tak potrzebny - ależ oczywiście że jest! :) Marc Jacob Beauty Dew Drops w kolorze Dew You? (185zł), jest to żelowy rozświetlacz z orzechem kokosowym. Ile ja się nie osłuchałam w filmach w sieci jaki on nie jest cudny! No to jak miałam nie kupić w końcu? Wybaczcie, iż nie pokaże Wam jego koloru i konsystencji, jak pewnie sami zauważyliście po moich postach - rozświetlaczy mi nie brakuję, więc nie chce go jeszcze otwierać :)



Jak wiecie, ciągle poszukuje pudru idealnego dla mnie :) Tym razem w moje ręce trafił Lumene - Nordic Chic Sheer Finish Loose Powder w kolorze Translucent (37,19zł).  Ma lekki beżowy kolor, ale rzeczywiście nie widać go na twarzy, pachnie delikatnie - prawie znikomo. Jak na razie jest miłość i zobaczymy jak ten związek się rozwinie :)



Na koniec dziś mam dla Was zdjęcia moich dwóch perełek od Karl Lagerfeld + Model (6,60 GBP), które wraz z paleta od Hudy zamówiłam w angielskim sklepie internetowym :) Była na nie jakaś duża promka, więc postanowiłam wypróbować. Teraz już są tam wyprzedane, ale w Douglas możecie je łatwo dostać. Pomadki wyglądają przepięknie, a na odwrocie każdej znajduję się małe lusterko. Dodatkowym bajerem się lampki, które uruchamiają się przy odkręceniu opakowania - jak dla mnie są mega wkurzające i mój mąż się ich pozbył z zakrętek :)


Postanowiłam wypróbować dwie formuły pomadek z tej marki. Pierwsza to błyszczyk w kolorze Karl 7 - ma piękny delikatny zapach i mocno kryjącą konsystencję, sam kolor to cudny, różany odcień. Kolejna matowa wersja pomadki w kolorze Pont Des Arts - jest to jasny, szarawy róż o delikatnie intensywniejszym zapachu, ale wciąż przyjemnym.

U mnie to na razie tyle, jednak czekam wciąż na paczki, które jeszcze mają do mnie dotrzeć :) Pewnie tamte zakupy znajdą się już w podsumowaniu Grudniowych nowości.

A jak mają się Wasze portfele po wyprzedażach? Też takie szczuplutkie jak mój?
Ściskam Was mocno!

października 07, 2018

Popłynęłam ~17~

Popłynęłam ~17~
Hej,

Jak tam jesień u Was? W Krakowie kolorowa jak zwykle, choć ostatnio coś pogoda wydaje się kapryśna. Gorące dni przeplatają się z chłodnymi i deszczowymi.
Dziś mam dla Was moje nowości zakupowe z Września, o dziwo znów mało produktów do ust - czyżbym miała już dosyć? Jeśli Was ciekawi na co tym razem poszła moja wypłata to zapraszam do dalszej części posta :)




Tym razem oprócz cudnych palet do oczu postawiłam także na produkty do paznokcji. Tęsknota za latem zaowocowałam pięknymi i żarówiastymi kolorami lakierów :) Dodatkowo postanowiłam wypróbować polecane wszędzie podkłady z Lumene i skusić się na limitowany zestaw pigmentów z Glamshopu :)



Zacznę może od produktów do paznokcji. Na pierwszy rzut idzie nowa lampa mostkowa od Semilac Lampa UV LED 24W (99zł). Na poprzednią Lampa UV LED 9 W, mostkową kupioną w 2015r także wydałam 99zł i służyła mi dzielnie, jednak zepsułam ją ostatnio sama :( Niestety źle zwijając kabel wyrwałam go w końcu po 3 latach z lampy - głupia ja :( gdyby nie to służyłaby mi dłużej. Wiem, że wiele dziewczyn nie poleca tego typu lamp - mowa o mostkach, ja tam byłam zadowolona :) Nie miałam problemów z uczuleniami, zawsze wszystko było dobrze utwardzone, jednak może to powód tego, iż nie ważne czy lakier, top czy bazę pod lampą trzymałam zawsze 1 minute minimum, choć producent zalecał czasem krótsze naświetlanie.



Jeśli chodzi o nowe lakiery hybrydowe Semilac (29,99zł) to kupując lampę nie mogłam się nie skusić na kilka :) a tak mnie jakoś naszło na wakacyjne klimaty więc w większości kolory są intensywne i oczojebne :)
Kolor nr 048 Bright Emerald to cudna, szmaragdowa zieleń. Kolor nr 156 Racing Car to intensywna cytryna. Odcień nr 268 PasTells Light Blue to niesamowity odcień nieba w lecie bez żadnej chmurki.


Kolejne kolory to nr 264 PasTells Lemon, który niby z nazwy jest cytrynowy, ale jak dla mnie to kolor soku z limonki lub bardzo wyblakłe awokado :) ostatni odcień nr 007 Pink Rock to intensywny róż, mocno malinowy. Nie wiem czy jeszcze w tym roku coś nimi zmaluje, bo już się paznokciowo nastroiłam na jesień - ale kto wie :)



Kolejne zakupy są stricte związane z oczami. Zacznę może od palet które ostatnio skradły moje serce i musiałam je mieć :) Pierwsza z nich to pełna róży, fioletów, złota i brzoskwini paleta Visionary Palette od Pur Cosmetics (167zł) kupiona na jakiejś promce w ich sklepie na necie. Znajdziemy tam 4 dobrze napigmentowane maty i 8 masełkowych błyskotek - ja jestem zakochana!




Kolejne palety to moja pierwsza przygoda z marka Morphe, a mowa o dwóch z czterech nowych dzieci YouTuberki Jaclyn Hill - kolekcja The Vault (15,3 EUR). Kupiłam je ze zniżką od samej ich autorki na stronce Morphe i przyszły jakoś po tygodniu, więc mega szybko.
Mnie z całej kolekcji zachwyciły tylko dwie. Pierwsza złożona jest z matów i błysków jedynie w różowych i fioletowych odcieniach i nazywa się Bling Boss, natomiast druga to ognista, ciepła kolorystyka, przepełniona czerwieniami i pomarańczami o nazwie Ring The Alarm. Totalnie mnie porwały te kolory, ale więcej dowiecie się dopiero w recenzji :) Natomiast mega nie rozumiem tego szału na pozostałe dwie paletki z kolekcji, mianowicie Dark Magic oraz Armed&Gorgeous, bo to totalnie nie są kolory na dzień czy na wieczór, a do tego pełne żółci i zgniłych zieleni - a Wam która paletka podoba się najbardziej z kolekcji The Vault?



Kolejne dwa nowe produkty do oczu u mnie to kredki Jumbo Eye Pencil od Nyx. Mam z tej serii już białą i bardzo ją lubię - te kredki świetnie się sprawdzają jako baza pod cienie na dolną lub górną powiekę, aby podbić pigment cienia. Kolor Purple Velvet (27zł) to głęboka śliwka, natomiast Electric Blue (13,50zł) to intensywny morski kolor.



Ostatni produkt do oczu to pigmenty od Glamshop, które zostały wydane jako limitowane trio na wakacje, załapałam się na nie chyba jakimś cudem, bo długo myślałam czy je kupić. Nie dlatego, że są złej jakości tylko dlatego, ze nie lubię przepłacać za komplet, wole sama sobie wybrać kolory. Jak już wspomniałam, udało mi się je kupić na ostatnią chwile, bo na następny dzień już nie było ich na stanie magazynu w sklepie.


Mam poprzednie pigmenty z kolekcji Hani - w sumie to całkiem pokaźną liczbę i je uwielbiam. TUTAJ i TUTAJ znajdziecie poprzedni post z nimi. Wracając do limitowanej trójki - wszystkie trzy to duochromy mieniące się na różne kolory w zależności od konta padania światła. Udało mi się je dorwać w promce -15% więc zapłaciłam za nie 38,25zł. Od razu w moje oko wpadł kolor Dubaj, czyli chyba najbardziej zwykły i dzienny z całego tria, ciepła brązowa baza, która opalizuje na złoto oraz chłodną platynę, jednak jak już otworzyłam wszystkie to wiedziałam, że to był dobry wybór - połakomienie się na komplet, bo każdy z nich jest cudny! Miami to mocno ciepła, czerwona baza, która opalizuje na intensywny róż i pomarańcz. Natomiast Vegas bardzo przypomina mi cień z Nabli Alchemy - przynajmniej jak oglądam zdjęcia na necie. Jest na ciepłej czerwono-brązowej bazie i opalizuje na fiolet, róż, zieleń i niebieski.



Teraz pora na produkty do twarzy :) Pewnie po moich makijażach zdążyliście już zauważyć, że jestem fanką lekkich podkładów i kremów BB. Ostatnio na blogosferze i YouTube głośno o produktach Lumene, więc postanowiłam coś od nich zamówić z kolorówki. Trafiło na dwa podkłady, wygładzający Blur w kolorze nr 0 Light Ivory (59,99zł) oraz CC Color Correcting Cream 6in1 w kolorze Ultra Light (63,98zł). Oba mają przyjemny kosmetyczny/kremowy zapach i są najjaśniejsze w całej swojej gamie - jak dla mnie mogłyby być jeszcze z ton jaśniejsze, ale tragedii nie ma :) Pierwszy to już moja miłość, bardzo się polubiliśmy. Jego kolor jest beżowy i nieco mniej żółty niż drugiego gagatka. Nakładam go pędzlem, a potem doklepuję gąbeczką. Po chwili ma lekko pudrowe wykończenie - ja lubię go jeszcze oprószyć na koniec w strefie T pudrem transparentnym. Trzyma się u mnie praktycznie idealnie przez 8h od nałożenia, potem delikatnie zaczyna mi wchodzić w zmarszczki uśmiechu, ale wystarczy, że go doklepie palcem i dalej wygląda dobrze. Niestety pod koniec dnia już się mega świece, ale po pracy jak tylko wracam do domu to i tak zmywam makijaż. Co do nowości numer dwa, to jest to moje wielkie rozczarowanie. Kolor niby ładny, ale na twarzy zaczyna ciemnieć, więc dupa. Mieszam go z mixerem od NYX, żeby na buzi nie wyglądać jak sztucznie opalona :) Po rozprowadzeniu wykończenie wydaje się pudrowe, natomiast po 3h świece się jakbym wyszła z basenu, sauny lub przebiegła 10km :(




Na koniec dwa rodzynki do ust :) Pierwszy to Marc Jacobs Enamored Gloss Stick w kolorze Mocha Choco Lata (95,20zł). To błyszczyk w sztyfcie, wysuwany o konsystencji masełka. Zapach ma mocno mentolowy. Drugi produkt to już moja druga pomadka od Anastasia Beverly Hills, tym razem w kolorze Crush (20 GBP). To matowa pomadka, trzyma się na ustach długi i zjada się przepięknie. Co do wady to ma taką samą jak zakupiona wcześniej Dusty Rose, a mianowicie brzydki chemiczny zapach :(


Co do kolorów, to odcień pierwszej jest lekko transparentny, taki brzoskwiniowy brąz, który na ustach wygląda bardzo naturalnie i przepięknie. Jak na błyszczyk trzema się całkiem nieźle, nawet po jedzeniu jeszcze można go dostrzec na ustach. Ma jednak jedną wadę i jak mam być szczera to pierwszy raz się spotkałam z czymś takim, mianowicie błyszczyk ten nie ma możliwości wkręcenia z powrotem do opakowania, jak w przypadku szminek. Niestety ile wykręcicie to tyle zostanie, nie da się go skręcić w dół - kompletnie bezsensu. Co do ABH to kolor jest bardzo ładny, podobny do Dusty Rose tylko jaśniejszy - taki jasny brudny róż, jednak na szczęście daleko mu do koloru Barbi :)

Jak u Was kosmetyczne nowości? Poszalałyście?
Ściskam Was mocno!

września 02, 2018

Popłynęłam ~16~

Popłynęłam ~16~
Hej!

Przyszła pora na nowości zakupowe poczynione w Sierpniu :) Ilościowo dużo mniej niż zazwyczaj, ale za to same skarby na jakie polowałam. Myślę, że urlopowanie mi nie służy, bo zawsze w miesiącach urlopowych częściej zasiadam do kompa i wyszukuje sobie rzeczy które bym chciała...



Jak łatwo możecie zauważyć - moje łupy zdobyłam głównie w Sephora i CultBeauty :) Pomadek nie mogło zabraknąć - bo jakby mogło być inaczej! I to chyba od nich dla odmiany zacznę tego posta z listą zakupową. Wszystkie trzy to odcienie zgaszonych, brudnych róży - takie kolory lubię najbardziej :)



Zacznę od Marc Jacobs Beauty Le Marc w kolorze Slow Burn nr 246 (101,25zł), poprzedni kolor tak mi się spodobał, że postanowiłam kupić kolejny. Na szczęście nie ma także zapachu jak poprzednia, natomiast jest w cudnym kolorze szarawego, brudnego różu z lekką nutka brązu - cudny kolor.



Kolejna bardzo zbliżona kolorystycznie do poprzedniej to NARS Audacious Lipstick w kolorze Anita (84,90zł). Jest to także kremowe wykończenie z większym dodatkiem brązu niż ta wcześniejsza pomadka. Strasznie śmierdzi, nie urywa nosa, ale to okropny, sztuczny i chemiczny zapach... Polowałam na kolor Anna, ale nie widziałam go w Sephora :(



Trzecia i ostatnia pomadka z nowości to Smashbox Be Legendary Lipstick w kolorze Matte Mauve Pink (74,25zł) - najjaśniejszy odcień chłodnego różu. Nie jest całkiem matowa, raczej to satyna. Niestety pachnie tak samo okropnie jak poprzednia - nie rozumiem jak za taką kasę szminki mogą tak śmierdzieć!


Wszystkie pomadki kupiłam na promocjach w Sephora :) Wszystkie przepięknie wyglądają na ustach i cudnie kryją. Zjadają się bardzo równo, choć troszkę jednak wysuszają usta.


A teraz coś czego dawno nie było w moich zakupach :) Ostatnimi czasy po wykończeniu baz pod makijaż, jakoś się od nich odzwyczaiłam i powiem Wam, że zakup tej był całkiem przypadkowy :) Ogólnie wiedziałam, że bazy ze Smashbox są świetne i polecane przez wiele osób, ale dla mnie zawsze jakoś były za drogie. Tą wyhaczyłam na stoisku z miniaturkami i do tego jeszcze przy kasie okazało się że mam zniżkę 20%. Photo Finish Pore Minimizing Primer (55zł). Jeszcze nie otwierałam, a jeśli okaże się super to zachowam ją sobie na większe wyjścia :)


Teraz pora na nowy podkład - a raczej krem BB :) U mnie standardowych podkładów mało, bo przeważnie na co dzień wystarczają mi właśnie takie kremy - na szczęście nie mam większych problemów z cerą, więc sprawdzają się idealnie. Lovely Girl BB Cream od SKIN79 (8USD) to już moje 3 opakowanie - uwielbiam go! Wcześniej kupowałam go na stronie firmy, jednak już od jakiegoś czasu nie jest tam dostępny, więc zaopatruje się na ebayu :) Przepięknie wygląda na twarzy, ma chłodny i bardzo jaśniutki kolor beżu. Zapach jest delikatnie cukierkowy, ale przy tym nie nachalny i szybko się ulatnia.


Nie jestem fanką czarnych kredek, sto razy wolę ciemno brązową, jednak czasem jako baza do smoky się przydaję, więc postanowiłam znaleźć sobie jakąś dobrą i miękką. Padło na polecaną w necie kredkę Incredible Black Matte and Lasting od Wibo (13,99zł). Jest serio mega czarna i przy tym mięciutka - myślę, że zostanie ze mną na dłuuugo :)



Przyszła pora na dwie gwiazdy tego miesiąca, czyli zakupowe łupy od Huda Beauty. Pierwsza zdobycz to Desert Dusk Palette (56GBP). Po tym jak spodobała mi się poprzednia, tą także musiałam mieć :) Kolorystyka jest zabójcza, a moje przyjaciółki po jej zmacaniu, zamówiły też swoje sztuki. Te dwa fiolety w środku krzyczą do mnie okropnie i to chyba z nimi będzie mój dziewiczy makeup nią :)



Ostatnia zdobycz od Huda Beauty, to jedna z jej małych paletek, czyli Smokey Obsessions Palette (25GBP). Wygląda obłędnie i będzie jak znalazł do tej czarnej kredki z Wibo :) Teraz tak serio, uważam, że do wieczorowego makijażu będzie świetnie się nadawać, klasyczne smokey zamknięte w małym kartoniku. Chce jeszcze sprawić sobie drugą z tej serii, czyli Mauve Obsessions - myślę, że razem będą tworzyć całościową paletę!

Recenzję paletek na bank pojawią się na blogu :)
A jak Wasze zdobycze kosmetyczne ostatnich tygodni? Pochwalcie się!
Ściskam Was!

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger