lipca 12, 2020

Glamshadows - GlamBOX edycja II "Strefa Komfortu"

Glamshadows - GlamBOX edycja II "Strefa Komfortu"
Hej,

Dziś mam dla Was kolejną recenzję palety z polskiej firmy GlamShop. A mianowicie druga wydana w kolejności czyli GlamBOX edycja II "Strefa Komfortu" (130zł). Kolorystycznie mnie od razu kupiła jak tylko zobaczyłam ją na pierwszych zdjęciach - kolorystyka idealnie dzienna, rozmyta i delikatna, a jak z jakością? Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam. Wiem, że paleta nie jest już w oficjalnej sprzedaży (widziałam, że na Allegro lub Olx dalej można ja dorwać), ale może zainspirujecie się choć makijażem jaki dzięki niej stworzyłam :)


Ja swoją paletę zakupiłam pod koniec 2017 roku, więc dobre ponad 2 lata temu. "Strefa Komfortu" była drugą, limitowaną paletą wydaną przez markę - jak sam producent piszę " ...powstała w odpowiedzi na codzienne makijażowe potrzeby..." i taka właśnie jest - codzienna z bardzo użytkową kolorystyką.

Paletę otrzymujemy w kartonowej, nasuwanej nakładce której grafika jest dokładnie taka sama jak na samej palecie. Na wierzchu widnieje śliczna, delikatna holo grafika z nazwą palety. Sama paletka jest cieniutka, nie posiada lusterka, ani pędzelka - co mi akurat nie przeszkadza.


Wewnątrz znajdziecie 12 cieni w neutralnych kolorach, każdy kolor ma swoją nazwę po polsku, która znajduję się pod każdym cieniem. Pojemność każdej wypraski to 1,8g, co jest nawet większe od Zoevy, która ma cienie w wielkości 1,5g. Jeśli chodzi o formuły, to znajdziecie tu 2 perły, 1 satynę, 3 maty standardowe w formulacji Power Pigment, 2 maty z drobinkami oraz 2 cienie błyszczące w nowej formule bez talku.


  • Vanilia - matowy beż o lekko żółtawej barwie, mocno napigmentowany, dla mnie jednak troszkę za ciemny jako cień pod łuk brwiowy
  • Karmelek - perłowy cień o ciepłej brązowej barwie lekko ocieplonej miedzią, masełkowy w dotyku i ładnie przenosi się na powiekę 
  • Gorzka herbata - to kolor idealnie odzwierciedlający kolor fusów z herbaty po zaparzeniu, nie jest to całkowity mat, bo niby lekko połyskuje i do tego zawiera mikro drobinki w niewielkiej ilości które świecą na niebiesko a przy rozcieraniu znikają bardzo szybko. Jest to kolor szarawego brązu aż momentami zielonkawy


  • Kandyzowana Pomarańcza - kolejny perłowy, prawie metaliczny cień o pięknej, jasnej miedzianej barwie z dodatkiem różu. Niestety bardzo słabo napigmentowany i bardzo niewiele go przenosi się na powiekę
  • Szare rodzynki - to dobrze napigmentowany mat  o lekko wyblakłym i szarawo fioletowym odcieniu, jakby lekko pastelowy, ale mocno przygaszony
  • Lajkra - nie jest to perłowy cień, bardziej to taka satyna bo blask jest znikomy. Swym kolorem idealnie odzwierciedla lajkrowe rajtki które nosiło się w latach 90. Jest to taka perła połączona z beżem, troszkę cappuccino. Według producenta z założenia miał nie być mocno napigmentowany, natomiast bardzo słabo go widać na powiece, nawet po kilku dołożeniach


  • Żurawina - cudny perłowy odcień zgaszonej, ciemnej śliwki z miedzianym połyskiem. Dobrze napigmentowany
  • Wiśnie w Czekoladzie - to matowy odcień ciemnego wrzosu, bardzo mocno napigmentowany, uwielbiam ten kolor


  • Kakaowe truskawki - to cień o teksturze zbliżonej do Gorzkiej herbaty, gdyż nie jest to ani perła ani totalny mat, a do tego zawiera mikro złote drobinki ulatniające się przy blendowaniu. Jest to odcień mlecznej czekolady, jakby lekko zgaszony.
  • Błyszczyk - to intensywna perła o istnie właśnie perłowym kolorze, czyli lekkiego szampana z dodatkiem cukierkowego różu, bardzo dobrze napigmentowany cień

Kolorystyka cieni bardzo mi się podoba, natomiast bardzo ciężko pracuje mi się szczególnie z 3 cieniami. Pierwszy to Lajkra, jak pisałam wyżej to ze względu na to, że ma bardzo znikomą pigmentację i nawet po wielokrotnym dołożeniu ten cień jest prawie niewidoczny. Kolejne dwa cienie to te w formule bez talku, czyli Żurawina oraz Kandyzowana Pomarańcza. Zarówno palcem jak i pędzlem ciężko mi je nałożyć na powiekę, dodatkowo po nałożeniu ich blask jest znikomy :( Dodatkowo cień Gorzka herbata kompletnie mi się nie podoba, nie lubię takich szarych, brudnych odcieni w makijażu i do tego nie rozumiem zamysłu cienia matowego z drobinkami, które po rozcieraniu się ulatniają i na powiece ich kompletnie nie widać.

Poniżej znajdziecie oczywiście makijaż jaki wykonałam przy użyciu tej palety. To jeden z moich ulubionych rodzaj makijażu, czyli rozmyty, ciemniejszy kącik zewnętrzny, rozświetlony wewnętrzny i intensywne usta :)



W makijażu wykorzystałam tylko 4 cieni z palety :) Stworzyłam bardzo dzienną wersję oka, a poniżej w krokach wypisałam jak go wykonać i czego użyłam:

1. Na całą powiekę górną ląduje baza pod cienie Too Faced Shadow Insurance a na nią cień od cień Sensique nr 207 Ivory , bo beż w palecie jest dla mnie za ciemny
2. Następnie załamanie oka zaznaczyłam cieniem Szare Rodzynki
3. Na środek górnej powieki najpierw nałożyłam Nyx Glitter Primer a na niego cień Lajkra, aby wydobyć z niego choć troszkę blasku
4. Na zewnętrzny kącik górnej i dolnej powieki położyłam Wiśnie w Czekoladzie, aby lekko przyciemnić oko
5. Aby rozświetlić bardziej spojrzenie, postanowiłam nałożyć cień Błyszczyk na wewnętrzną część dolnej i górnej powieki
6. Na dolną linie wodną nałożyłam kredkę Kryolan Kajal w odcieniu Cream
7. Rzęsy wytuszowałam maskarą Loreal Volume Million Lashes So Couture



Czy polecam? Tak, jednak... Śpieszę z wyjaśnieniem, czytałam wiele komentarzy na temat tej palety, że cienie nie są napigmentowane, że źle się z nią pracuje i że to jedna z najgorszych palet od GlamShop. Zgadzam się, że jakość jest w większości zupełnie inna niż w 1 paletce tej marki. Nie twierdzę, że gorsza, ale inna, ponieważ tutaj pojawiają się, też inne formulację które autorka chciała przetestować czy ludziom przypadną do gustu jak np. bez talkowe cienie, gdyż wiele ludzi na talk ma uczulenie. Mi osobiście nowe formuły nie przypadły do gustu, natomiast matami jestem zachwycona, choć w dotyku są suchę i się mocno pylą (wole te troszkę bardziej mokre maty). Co do perłowych wykończeń to też mi się podobają, choć blask nie bije jakoś po oczach i nie porywa. Moje największe rozczarowanie to Lajkra, nie dociera do mnie tłumaczenie, że "nie każdy cień musi być dobrze napigmentowany", ja tam wole wziąć odrobinę cienia i go rozcierać niż 100 razy dokładać dużą ilość słabo napigemntowanego cienia. Wiadomo - kto co woli oczywiście, jednak specjalne robienie lekko transparentnych cieni jest dla mnie nie zrozumiałe. Uważam, że paleta dobrze się sprawdzi u kogoś kto lubi delikatne, naturalnie wyglądające makijaże i w samym malowaniu też nie jest mistrzem, bo nie zrobi sobie krzywdy przy gorszej pigmentacji, a przy mocno nasyconych matach wystarczy nabrać odrobinę bo dają szybko kolor i łatwo się ze sobą łączą. Jeśli byłoby to możliwe to bardzo bym chciała aby ta paleta wróciła do sprzedażny, ale ze zmienionymi formułami, na te które teraz pojawiają się w GlaShopie w paletach z kolorami mono. Dodatkowo jestem wielką zwolenniczką palet z wyjmowanymi cieniami, dlatego pierwszy koncept palety tej marki bardzo mi się spodobał - szkoda, że nie pozostali przy tym pomyśle.

Na koniec lista wszystkich kosmetyków użytych w powyższym makijażu:


TWARZ:
Baza Smashbox Photo Finish Pore Minimizing Primer, TOO FACED Peach Perfect Foundation w odcieniu Snow, Nyx Pro Foundation Mixer w kolorze White, Korektor Maybelline The Eraser Instant Anti-Age nr 00 w kolorze Ivory, Lumene Nordic Chic Sheer Finish Loose Powder w kolorze Translucent, The Balm Take Home the Bronze Bronzer w kolorze Olivier, Nabla Skin Glazing w kolorze Ozone

OCZY:
Baza pod cienie Too Faced Shadow Insurance, Nyx Glitter Primer, Sensique nr 207 Ivory, paleta GlamBOX edycja II "Strefa Komfortu" (cienie Szare Rodzynki; Lajkra; Wiśnie w Czekoladzie; Błyszczyk), kredka do oczu Kryolan Kajal w odcieniu Cream, Tusz Loreal Volume Million Lashes So Couture

BRWI:
Kredka do brwi Wibo Feather Brow Creator w kolorze Soft Brown, Bourjois Brow Design nr 01 Transparent

USTA:
SMASHBOX Always On Liquid Lipstick w kolorze Big Spender

Ma ktoś z Was tą paletę? Jak Wam się z nią pracuje, lubicie te formuły bez talkowe?
Pozdrawiam Was ciepło!

lipca 05, 2020

Popłynęłam ~31~

Popłynęłam ~31~
Hej!

Jak Wam mija początek wakacji? Odpuszczacie wyjazdy w tym roku, a może jesteście tak zmęczeni już siedzeniem w czterech ścianach, że musicie się gdzieś wyrwać? My się ciągle wahamy, jeśli gdzieś wyjedziemy to pewnie na spontanie i tylko w Polskę. Przechodząc do meritum - dziś mam dla Was garść nowości z Czerwcowych zakupów :) Kto ciekawy na co tym razem poleciała wypłata to zapraszam do dalszej części posta!



Jak możecie zauważyć, nie przeszłam obojętnie obok urodzinowej promki w GlamShop. Razem z przyjaciółkami rozbiłyśmy bank :) Ja oczywiście zamówiłam jeszcze gąbeczki i dużoooo pędzli, a po złożeniu zamówienia w pierwszy dzień dalej się wahałam czy czegoś jeszcze nie chce i ostatecznie złożyłam na sam koniec promocji drugie zamówienie, ale dotarło do mnie dopiero w piątek, więc pojawi się w kolejnym miesiącu w nowościach :)



Zacznę od palet i wspomnianego Glamshopu :) na pierwszy ogień chłodna paletka w ognistym opakowaniu, czyli GlamBOX edycja 18 - VALENTINA (107.10zł). Uwielbiam palety tej marki, a ostatnio nachodzi mnie na chłodną kolorystykę, więc stwierdziłam że ta paletka wpisuje się tu idealnie!



Kolejna paleta dalej pozostaje w tematyce chłodnej, mowa o GlamBOX - NATURALNIE RÓŻOWA (75zł). Uwielbiam róże w makijażu, więc wiedziałam od początku, że będzie moja! Kolory są fantastyczne, już nie mogę się doczekać kiedy wypróbuje wszystkie kolory - boje się trochę koloru Akcent, ale mam już na niego pomysł :)



Trzecia paleta zakupiona na promce to taki trochę eksperyment :) wyjście ze swojej bezpiecznej strefy i pobuszowanie w innych kolorystykach. Skusiłam się na GlamBOX - W ZIELONE (75zł), bo stwierdziłam, że zielony to jednak kolor który łatwiej ograć w makijażu niż np. niebieski.



Ostatnia paleta w czerwcowych zakupach to kolejne dziecko NATASHA DENONA - Love Palette (247.20zł). Kupiłam ją na promce w Sephora. Nie będę ukrywać, że poprzednia duża paleta bardzo mi się spodobała i podejrzewam, że to nie będzie moja ostatnia z tej marki. Duże lustro, solidne opakowanie, ale przy tym nie za duże, a do tego aż 15 kolorów! Chce jedynie zaznaczyć, że kompletnie nie podobają mi się palety te ogromne i te w skórzanych opakowaniach z tej marki - kolorystyka tam kompletnie do mnie nie przemawia.


Do twarzy też w moich zakupach znalazło się kilka produktów. Na pierwszy ogień idzie puder wodoodporny od GOSH Waterproof Setting Powder (44.80zł). Byłam mega ciekawa czy sprawdzi się na upały, ale ostatnio praktycznie nie nakładam żadnego podkładu czy BB kremu, więc ciężko było go wypróbować :)





Kolejne 3 produkty do twarzy to będą bronzery. Dwa pierwsze pochodzą z marki The Balm. Pierwszy z nich to Take Home the Bronze Bronzer w kolorze Olivier (65,45zł). Jest to jasny, lekko karmelowy brąz, ociepla się trochę na twarzy, ale na szczęscie nie jest to żadna pomarańcza :) Kolejny to w sumie nie sam bronzer a połączenie różu i bronzera, Balm Desert Bronzer (68,53zł). Kolor rzeczywiście jest tutaj bardziej różowy, jednak nałożony delikatnie zachowuje się jak produkt do konturowania. Oba bronzery są bardzo mocno napigmentowane, więc radze uważać, bo ja sobie już raz zrobiłam nimi kuku i niczym nie szło tego rozblędować. Oba mają lekko satynowe wykończenie to nie jest suchy i tępy mat.




Ostatni produkt do konturowania to FENTY BEAUTY - Cheeks Out Freestyle Cream Bronzer w kolorze Butta Biscuit nr 02 (63,10zł). Od jakiegoś czasu bardzo pokochałam kremowe produkty, zarówno bronzery jak i rozświetlacze, bo dzięki nim wygląda się świeżo, naturalnie i cudnie się blendują. Podobnie jest w tym wypadku - no ubóstwiam ten produkt i jego kolor! Nie jest on ani super chłodny ani super ciepły, choć przyznam Wam, że w opakowaniu wygląda chłodniej niż w realu. Kolor to taki orzech laskowy z odrobina karmelu. Przez ostatnie tygodnie używałam go nawet jak nie miałam podkładu i kompletnie nie widzę zużycia. Mi idealnie do niego sprawdza się pędzel typu duo fibre - mój ulubieniec to GlamBRUSH T108.




Jedyne produkty do ust, kupione w poprzednim miesiącu pochodzą wyłącznie z Glamshopu i są to klasyczne szminki (23,20zł) oraz błyszczyki (12zł). Na początek pomadki, które wyglądem zewnętrznym przypominają MACa, natomiast wewnątrz już kompletnie się od nich różnią, zarówno pod względem kształtu jak i zapachu. Pomadki mają bardzo kremową formułę, bardzoooo - przy samych swatchach możecie już zaobserwować jak bardzo. Zapach nie należny do najprzyjemniejszych, jest lekko woskowy - natomiast nie pachnie jakoś super intensywnie, więc na ustach się go praktycznie nie czuje. Wszystkie trzy kolorki które kupiłam mają bardzo dobre krycie i lekko barwią usta w ciągu dnia, nie jest to jakiś tint, natomiast przy ścieraniu się pomadki wygląda to dalej estetycznie. Nie są jakieś turbo trwałe, ale też nie znikają po godzinie. Po większym posiłku na pewno trzeba je ponownie nałożyć. Kolorki jakie ja sobie sprezentowałam to: Nude Róż - czyli mieszanka beżu oraz różu, kolor w opakowani jest bardziej beżowy niż na ustach, ostatecznie wygląda jak lekko brzoskwiniowy róż. Kolejna pomadka to Rozi, czyli średnio jasny odcień różu, który wygląda obłędnie na ustach. Ostatni kolor to Lila Nude który jest chłodnym różem z domieszką beżu i szarości.



Kolejne dwa produkty do ust to klasyczne błyszczyki z Glamshopu. Ich konsystencja jest bardzo gęsta i mają mocne krycie. Zapach jest znikomy, ale nie tak sztuczny jak przy szminkach. Są maleńkie, ale to dlatego, że producent zamiast sztucznie oszukiwać nas wielkością opakowaniu - pokazała jak jest i dostajemy minimalistyczne pojemniczki o cieniutkich ściankach, gdzie idealnie dostrzeżemy ile produktu otrzymaliśmy. Błyszczyki są lepkie i jeśli nałożymy ich za dużo to zbiorą się w kącikach ust. Sam aplikator jest jak dla mnie nie trafiony, bo nakłada bardzo znikomą ilość produktu na usta, więc aby pokryć całe trzeba z minimum 5 razy zanurzyć go wewnątrz opakowania. Ja kupiłam dwa kolory, pierwszy to Słodki, czyli cukierkowy, jasny róż. Nałożony sam na usta, nie podoba mi się i nie pasuje do mojej karnacji, natomiast nałożony na beżową pomadkę lub w bardzo oszczędnej ilości wygląda już super. Drugi kolor to Nude Glam i jak dla mnie to strzał w dziesiątkę - jestem zakochana w tym odcieniu. Jest to brudny róż, ale z lekką nutką beżu - wygląda na ustach obłędnie! Chciałabym też zwrócić Waszą uwagę, iż kolory produktów do ust oraz ich swatche na stronie sklepu kompletnie nie oddają prawdziwych odcieni.




Na koniec małe zakupy paznokciowe, czyli 4 nowe kolory do mojej kolekcji lakierów hybrydowych od NeoNail Dreamy Shades (28.90zł). Pierwsze dwa są w bardziej żywych kolorach: Delightful Feeling nr 7540-7 to intensywny, chłodny, fiołkowy fiolet. Bloomy Mood nr 7546-7 to koralowy odcień różu, lekko pastelowy. Kolejne dwa kolory to już bardziej nudne i dzienne odcienie: Essential Time nr 7548-7 to jasny, chłodny beż z lekką domieszką różu. Morning Whisper nr 7549-7 to już ciemniejszy kolor, który jest szarawym, chłodnym brązem.

To już wszystkie zakupowe zbrodnie popełnione w Czerwcu, a jak Was portfel? Ucierpiała na promce urodzinowej w GlamShop?
Ściskam Was mocno i przesyłam troszkę chłodku na te upalne dni lata!

czerwca 28, 2020

Anastasia Beverly Hills - Modern Renaissance Eye Shadow Palette

Anastasia Beverly Hills - Modern Renaissance Eye Shadow Palette
Cześć!

Mam dziś dla Was recenzję jednej z pierwszych moich droższych palet jakich sobie zafundowałam, a mowa o Anastasia Beverly Hills - Modern Renaissance (43GBP). Mam ją już ponad 1,5 roku i swoją sztukę zamówiłam na stronie sklepu Cult Beauty TUTAJ. Jeśli interesują Was to co mam do powiedzenia na temat tej paletki to zapraszam Was serdecznie do lektury tego posta :)


Paleta przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu o identycznym wyglądzie i kolorystyce jak sama paleta. W tym wypadku jest to zgaszony, pastelowy róż. Polecam Wam zachować kartonik, ja tak robię przy wszystkich paletach tej marki, głównie ze względu na samo opakowanie palety - jego rodzaj, oraz aby wygodnie i bezpiecznie mi się w nią w razie czego podróżowało.



Sama paleta jest przepiękna, króluje tu iście dziewczęca kolorystyka, raczej neutralna w tonacji. Sama paleta jest solidna i ciężka, wykonana z grubego kartonu i z wierzchu ozdobiona welurem - och Kochani jakie to nie praktyczne! Serio przyjemne w dotyku, ale łapie każdy brud i osypany lekko cień :( Dlatego właśnie ja swoją trzymam w opakowaniu i odpukać jak do tej pory jest czysta. Na wierzchu palety mamy jakby wtłoczony, albo wcięty napis z nazwa samej paletki oraz marki. Wewnątrz znajdziecie dwustronny pędzelek - który nie jest najwyższych lotów zważywszy na to ile płacimy za paletę oraz dobrej jakości, zabezpieczone taśma, duże lusterko.

Co do samych cieni to jest ich 14, o wykończeniu według producenta matowym i metalicznym zabezpieczone plastikową przekładką. Jak dla mnie metaliki to praktycznie perły, a oprócz matów są tam też satynowe cienie. same odcienie były podobno inspirowane kolorami jakie panowały w Renesansie. Rozmiar cieni pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o cenę jaką musimy za sama paletę zapłacić, wielkość to 0,7g podczas gdy w normalnych paletach takich jak Zoeva czy GlamShop mamy pojemności cieni odpowiednio 1,5g oraz 1,8g. 


  • Tempera - matowy beż o lekkim różowawym podtonie
  • Golden Ochre - wybielony, musztardowy mat
  • Vermeer - to błyszczący, masełkowy cień o istnie perłowym kolorze


  • Buon Fresco - lekko wyprany z koloru, lawendowy mat, bardzo chłodny
  • Antique Bronze - to jakby satynowy brąz z domieszką fioletu, chłodny ale bardzo piękny odcień, jakby lekki stop brązu z migoczącymi maleńkimi iskierkami złota, według producenta to metaliczny cień o satynowym wykończeniu, jednak na oku praktycznie nie błyszczy i wygląda jak mat
  • Love Letter - to matowy, ciemny biskupi kolor, cudny fioleto-róż z dużą ilością bordo


  • Cyprus Umber - to piękny i intensywny mat w kolorze gorzkiej czekolady, ciemnej jak kakao o neutralnym tonie
  • Raw Sienna - jest to matowy cień o barwie jasnego orzecha włoskiego
  • Burnt Orange - to matowy, karmelowy odcień brązu


  • Primavera - to piękne białe złoto o perłowym wykończeniu
  • Red Ochre - to matowy odcień, przełamanej żurawinowej czerwieni zmieszanej z brązem
  • Venetian Red - niby to mat, ale lekko się błyszczy jak satyna, bardzo podobny w kolorystyce do odcienia Love Lette, jednak o cieplejszej nucie, bardziej różany, kiedy poprzednik jest chłodny z przewagą fioletu. Co to tekstury to jest jak dla mnie najgorsza przy tym cieniu, mega się pyli i według producenta to mat, ale według mnie to dokładnie ta sam formulacja co przy odcieniu Antique Bronze, którego producent nazywa metalikiem. Podobnie jak tamten nie błyszczy na oku


  • Warm Taupe - to typowy kolor toupe, szarawy brąz o matowym wykończeniu
  • Realgar - to kolor matowej cegły, lekko przypalonej z podtonem czerwieni

Cienie są bardzo dobrze napigmentowane i fantastycznie się rozcierają i konsystencja jest bardzo miękka i masełkowata. Bardzo dobrze nanoszą się a pędzel, wystarczy odrobina aby uzyskać mega pigment na oku, jednak przez to też bardzo się pylą i kruszą w opakowaniu, a pod okiem niestety osypują. Niestety błyski jak dla mnie to zwykłe perły, ładnie błyszczą na oku - nawet i bez bazy, jednak jak ktoś już poznał Turboty od GlamShopu to ciężko idzie to przebić :) Dodam także, że nie zgadzam się co do tego, że to metaliczne wykończenia. Większość matów nie jest całkiem matowa i widać w nich taki satynowy, lekko mokrawy poblask. 



Mam dla Was oczywiście szybki i prosty makijaż tą paletą, użyłam tylko 6 cieni. Z ciemniejszą szminką, ten makijaż może nadawać się na wieczorny wypad, a jak zamienicie kolor ust na jakiegoś nudziaka to także będzie spoko wyglądał jako wersja dzienna :) 

1. Na całą powiekę nałożyłam bazę pod cienie Too Faced Shadow Insurance a na nią beżowy cień z palety Tempera
2. Załamanie powieki zaznaczyłam karmelowym brązem Burnt Orange
3. Następnie na połowę górnej powieki zewnętrznego kącika nałożyłam Red Ochre, a na drugą część Buon Fresco
4. Górną jak i dolna powiekę przyciemniłam w zewnętrznej części Cyprus Umber, a sam wewnętrzny kącik rozświetliłam złotkiem o nazwie Vermeer
5. Na górną linie wodną nałożyłam brązową kredkę Kryolan Kajal w odcieniu Brown, a na dolną w kolorze Cream
7. Rzęsy wytuszowałam podwójnie maskarą Loreal Volume Million Lashes So Couture



Czy polecam? Tak, ale... :) Nie oszukujmy się, ale nad paletą która kosztuje około 250zł to jednak trzeba by się trochę zastanowić - no chyba że dla Was to nie jest duża kwota to wtedy bierzcie śmiało. Ja ją bardzo lubię, odpowiada mi jej kolorystyka i bardzo dobrze mi się nią pracuje. Osypywanie mi nie przeszkadza, bo wiem że w większości za dobrą pigmentacja idzie tez osyp, a makijaż i tak zawsze zaczynam od oczu. Trochę zawiedziona jestem brakiem błyskotek w palecie bo tak naprawdę są tylko dwa takie cienie, reszta to maty. Przydałyby się tam jeszcze ze dwie błyskotki, szczególnie że kolory Venetian Red oraz Love Letter, jak i Raw Sienna oraz Burnt Orange są do siebie bardzo podobne, więc po jednym z nich można by śmiało wywalić z palety, bo na oku nie widać aż takiej różnicy. Krzywo patrze też na wielkość cieni, bo o ile po takim czasie w żadnym nie sięgnęłam jeszcze denka to cały czas z tyłu głowi mi dzwoni że wypraski są o połowę mniejsze niż w standardowych paletach które są o połowę tańsze. Cieszę się, że ją mam i nie żałuję zakupu, jednak kiedy mi się skończy to nie jest paletką która kupiłabym kolejny raz. 

Na koniec lista i zdjęcie wszystkich kosmetyków użytych do tego makijażu:


TWARZ:
Baza Benefit - The POREfessional, Paese DD Cream w kolorze 1N Ivory, Korektor Maybelline The Eraser Instant Anti-Age nr 00 w kolorze Ivory,Nabla Close-up Baking&Setting Powder w kolorze Translucent, Physicians Formula - Murumuru Butter Bronzer w kolorze Bronzer, Paese Wonder Glow Highlighter
OCZY:
Baza Too Faced Shadow Insurance, Anastasia Beverly Hills - Modern Renaissance Eye Shadow Palette (cień Tempera, Burnt Orange, Vermeer, Red Ochre, Buon Fresco, Cyprus Umber), kredka Kryolan Kajal w odcieniu Brown oraz Cream, Tusz Loreal Volume Million Lashes So Couture
BRWI:
Kredka do brwi z Golden Rose Longstay Precise Browliner nr 102, Bourjois Brow Design nr 01 Transparent
USTA:
NABLA Dreamy Matte w kolorze Five O'clock 

Swego czasu był na tą paletę wielki bum, czy macie ją w swoich zbiorach? Co o niej sądzicie? A może zastanawiacie się na kupnem? Dajcie koniecznie znać w komentarzach poniżej :)
Pozdrawiam Was ciepło!

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger