grudnia 17, 2019

Popłynęłam ~20~21~

Popłynęłam ~20~21~
Cześć,

Dawno nie było u mnie postu z nowościami (w sumie to żadnego rodzaju postu), a w ciągu ostatniego roku od grudnia 2018 trochę się tego uzbierało :) Postanowiłam Wam podzielić to na trzy podwójne posty, aby jednak zaprezentować co nowego, makijażowego się u mnie nazbierało. Pierwsza poniżej prezentowana część to zakupy poczynione od Grudnia 2018 do Lutego 2019 oraz od Marca do Kwietnia 2019. Trochę tego się nazbierało przez prawie rok, ale choć posty się nie pojawiały to i tak w miarę na bieżąco starałam się zbierać zakupy i robić im zbiorcze zdjęcia w nadziei, że jednak wrócę do blogowania - i oto jestem!

Zaczniemy od pierwszych trzech miesięcy:




To co pierwsze rzuca się w oczy to tylko 3 pomadki i aż 4 palety - totalnie zaburzona proporcja, która na szczęście zostanie wyrównana w kolejnych miesiącach :) Poczułam, że w mojej toaletce jest stanowczo za mało palet :) Buahah ja to siebie sama potrafię nieźle oszukać.





Zacznę od palet, pierwsza z nich to tęczowe cudo od Morphe "35B Color Burst Artistry" (139zł). Od dawna szukałam czegoś kolorowego, a tutaj do tego tych odcieni jest masa! Szkoda tylko, że kolorki nie są podpisane w palecie tylko na jakiejś przeźroczystej foli, którą łatwo zgubić :(



Kolejna paletka, to chyba moja pierwsza z marki I Heart Revolution "Nudes Palette" (43,99zł). Bardzo spodobała mi się kolorystyka, wiem że wokół tej marki krąży wiele sprzecznych opinii, ja natomiast chciałam się sama przekonać o jakości tych cieni.




Ostatnie dwie paletki od Hudy zakupione w tym okresie to zaspokojenie mojej wciąż wielkiej rządy i niedostatku fioletów oraz czerwieni wśród cieni do powiek. Pierwsza z paletek to "Ruby Obsessions Palette" (25GBP) i wcale tak dużo czerwieni tam nie ma :( Drugie maleństwo to "Amethyst Obsessions Palette" (25GBP) w której zamiast fioletów jest więcej róży... ech cała ja, zamiast pooglądać palety najpierw na żywo to od razu kupuje! Nie zrozumcie mnie źle, palety są piękne i bardzo mi się wizualnie podobają, jednak muszę czasem bardziej z głową podchodzić do zakupów - czy mi się to uda? Ech zobaczycie w kolejnych postach :)




Przyszła kolej na produkty do makijażu twarzy - kupiłam dwa. Pierwszy z nich to rozświetlacz który już od dłuższego czasu chodził za mną, a teraz jest jednym z ulubionych. Przyznam, że nie należy do tanich więc polujcie tylko i wyłącznie na niego przy zniżkach, mowa oczywiście o Lumene, "Shimmering Dusk", rozświetlacz z serum Invisible Illumination (77,39zł). Należy go bardzo niewielka ilość wklepać palcem lub gąbką w nieprzypudrowaną twarz i bum - piękna, jednolita tafla blasku - latem istne szaleństwo w słońcu :)



Kolejnym produktem do twarzy był niesamowicie dobry puder od  Loreal True Match w kolorze transparentnym (29,90zł). To sypki puder o białym odcieniu, jednak nie bieli twarzy. Bardzo dobrze trzyma mat, jednak ma dwa minusy. Pierwszy to jego okropnie zaprojektowane opakowanie! Głęboka dziura zakończona sitkiem, w połowie zużyty puder kompletnie nie chciał się wysypywać z opakowania, musiałam nożyczkami rozciąć materiałowe siteczko i przesypać produkt do innego opakowania. Drugi minus to jego ilość - niby 10g, a uwierzcie znika bardzo szybko :(



Pora na produkty do brwi, pierwszy z nich to automatyczna kredka od Wibo "Feather Brow Creator" w kolorze Soft Brown (15,99zł). Kredka jest średnio twarda, ma przyjemny lekko ciepły odcień oraz nieziemsko cienki i precyzyjny rysik! Uwielbiam, ubolewam tylko, że nie ma innych kolorów - no chyba że są? Poprawcie mnie jeśli się mylę.



Od kiedy nigdzie nie mogę dorwać mojego ulubionego żelu do brwi ze Sleeka to ciągle szukam zamiennika. Mojego ulubieńca musieli wycofać z produkcji bo nawet na stronie producenta już nie widnieje. Nic w podobnym przedziale cenowym nie utrzymuje włosków tak dobrze jak wcześniej wspomniany produkt. Loreal Brow Artist Plumper (19,90zł) w kolorze Transparent próbował ujarzmić moje włoski i powiem Wam, że czasem nawet mu się to udawało, jednak podczas cieplejszych dni lub deszczu przegrywał :( Szczota jest bardzo fajna, malutka, jednak żel szybko z przeźroczystego stawał się brązowy przez zdejmowanie z brwi użytej wcześniej kredki czy też pomady, co niekiedy było wkurzające bo robił prześwity w rysunku brwi.



Nie mogło zabraknąć także mojego ulubionego tuszu do rzęs Maybelline Lash Sensational (14,90zł)! Uwielbiam tą szczoteczkę i straciłam już rachubę które to jest moje opakowanie :) Domywa się okropnie, ale to co robi z moimi rzęsami wynagradza mi całą męczarnie podczas demakijażu.





Na koniec oczywiście to co tygryski lubią najbardziej, czyli produkty do ust :) Poniżej znajdziecie swatche wszystkich trzech kolorów, starałam się w programie do zdjęć oddać jak najbardziej ich prawdziwe kolory.


Pierwsza z góry to NARS Powermatte Lip Pigment w kolorze Give It Up (130zł) to matowa pomadka w płynie, pachnie lekko chemicznie, natomiast na ustach jest leciutka jak woda. Bardzo trwała, łatwo się dokłada, a przy nakładaniu nie powstaje skorupa i pigment równo rozkłada się na ustach. Kolor to intensywna fuksja, ale nie żarówiasta. Druga pomadka to MAKE UP FOR EVER Artist Rouge w odcieniu Bois de rose nr C211 (125zł). Pomadka ma ciężkie i piękne opakowanie, sam kolor też jest śliczny - ciemny brudny róż wpadający w bordo z lekką odrobina brązu. I tu się zalety kończą, niestety pomadka śmierdzi tragicznie jakby farbą malarską lub innymi malarskimi chemikaliami i zapach jest mega intensywny. Na ustach wygląda pięknie po nałożeniu, ale potem żyje własnym życiem i oprócz transferu na wszystko rozlewa się także poza kontur ust :( Trzecia pomadka to SMASHBOX Be Legendary Lipstick w kolorze Back Talk (107zł). Bardzo spodobał mi się w drogerii ten kolor - to taki idealny nudziak, nie za jasny, beżowo-brzoskwiniowy kolor ze złotymi drobinkami, których ja na ustach mało co dostrzegam. O dziwo nie śmierdzi tak jak poprzedniczka o której pisałam TUTAJ

Teraz pora na kolejna porcje zakupów:




Tymi zakupami przywróciłam znaną proporcję mnóstwa szminek - jak na uzależnioną od nich przystało! Możecie też dostrzec, że fascynacja fioletem ciągnie się dalej, podobnie jak poszukiwanie najlepszego pudru :)



Tak, moja fascynacja fioletami nakazała mi zamówić paletkę Makeup Revolution Violet Chocolate (39,90zł):) są tu 4 takie cienie, więcej o niej i  o innych paletach dowiecie się z recenzji :) kolory mi się podobały na pierwszy rzut oka bo oprócz niecodziennych kolorów są tu także zwyklaczki ciepłe i chłodne idealne na co dzień.




Kolejna paleta to pięknotka od Anastasia Beverly Hills "Norvina" (43GBP) zamówiona z Anglii. Bardzo podoba mi się taki układ cieni jak w tej paletce, czyli rzad matów i osobno błysków, dodatkowo to idealna dzienna paleta, bo nie ma tu za dużo ciemnych kolorów.  Miałam mała przygodę z tą paletką. Otóż przyszła do mnie z pokruszonymi wszystkimi błyskami :( na szczęście napisałam do sklepu i bez problemu wysłali mi nową - tym razem doszła cała! A wersję pierwszą otrzymała moja przyjaciółka, która sobie uklepała pokruszone cienie i paletka wygląda jak nowa :)



Kolejna ślicznotka w chłodnej tonacji to paletka od ColourPop "You Had Me At Hello" (99zł). Tu na zdjęciach nie udało mi się uchwycić jaka jest śliczna, ma niesamowite błyski i idealne maty aby podkreślić oko - jest miłość! Dodatkowo oprócz 12 cieni jest tu też duże lusterko więc full pakiet. Minus w cieniach od tej marki jest taki, że są one malutkie w porównaniu do palet np. Zoevy.



Pora na zakupowe produkty do twarzy. Pierwszy z nich to puder marki Paese - puder bambusowy mrożone wino (39,99zł). Jest biały i troszkę bieli, ale jak nie nałożycie za dużo to jest ok, matuje super! Zapach jest przyjemny ale momentami dla mnie za intensywny podczas pudrowania, niestety puder jest bardzo lotny i łatwo można go rozsypać wszędzie kiedy nie będziemy uważać.




Kolejna rzecz to potrójnie wypiekany rozświetlacz do twarzy - I Heart Revolution Glow Hearts Rays of Radiance (31,99zł). Ma ładny szampański kolor, jednak jak dla mnie zbyt sucho wygląda na twarzy, użyłam go kilka razy i poszedł w dobre ręce.



Pora na ulubiony temat , czyli produkty do ust. Na sam początek coś z pielęgnacji Clarins Instant Light Lip Comfort Oil nr 02 w kolorze Raspberry (89zł). Kupiłam go, bo miał bardzo dobre oceny w sieci i był polecany przez znane youtuberki, cena nie mała więc wolałam  poczytać trochę opinii przed zakupem.  Zapach ma cudny, owocowy i bardzo słodki. Na ustach się lepi jak miód, ja nakładam go w niewielkiej ilości na noc i rano moje usta są bardzo ładne, gładkie i odżywione, ale ostatnio nie mam jakiś problemów z suchością ust. Do tej pory zużyłam połowe opakowania przy codziennym stosowaniu na noc - więc całkiem dobra wydajność. Gdy nałożyłam go kiedyś bo wychodziłam na zakupy w ciągu dnia zrobił się dziwny na ustach, w połowie zniknął a w połowie mega wysechł i moje usta ani nie wyglądały ani nie czuły się przez to dobrze. Ogólnie szału nie ma, więc nie wiem skąd te zachwyty w sieci. Za taką kasę podobny efekt dostaniecie po pomadkach ochronnych za 10zł.




Dużo błyszczyków będzie w tym poście, a to dlatego, że na początku roku zaczęłam częściej po nie sięgać, a tym samym więcej ich kupować. Dwa gagatki powyżej to CLINIQUE Splash Lip Gloss + Hydration nr 02 Caramel oraz nr 17 Spritz Pop (79,20zł). Nie mają zapachu, a kolor przy nr 17 jest w miarę kryjący, to taki średni, jasny oraz chłodny róż. Nr 02 to typowy niudziak w beżowej kolorystyce, jest dużo jaśniejszy od drugiego odcienia i na ustach wygląda bardzo naturalnie. Ja oba kolory nakładam w małej ilości. Kleją się na ustach, więc jeśli ktoś tego nie lubi to odradzam. Długo się utrzymują, natomiast jedzenia nie przetrwają.




Kolejne dwa błyszczyk to URBAN DECAY Hi-Fi Shine Gloss w kolorach Naked oraz Rapture (79,20zł). Oba maja charakterystyczny mentolowy zapach, są klejące jak poprzednie oraz lekko mrowią na ustach. Kolory są półtransparentne i bardzo rozmyte, widać niewielką równice w odcieniach na ustach. Naked posiada złote drobinki, ale nie rzucają się one bardzo w oczy. Ja te błyszczyki bardzo lubię :)




Ostatnie dwie ślicznotki to już tradycyjne pomadki od URBAN DECAY z serii VICE, jedna matowa Comfort Matte Backtalk, a druga tradycyjnie kremowa Cream Rapture (84zł). Zapach nie jest mocno wyczuwalny, ale raczej chemiczny jak już. Pigment bardzo mocny w obu. Pierwsza to ciemniejszy brudny róż z domieszką brązu, a druga to ciemniejszy róż wpadający troszkę w bordo. Niestety oba wykończenia mogłyby popracować nad trwałością, bo bardzo łatwo się rozmazują i transferują.

Kto dotarł do końca to gratulację :)
Dajcie znać czy podoba Wam się taki post z zakupami z tego roku. Bo będę mieć dla Was wtedy jeszcze z 2 podobne, będąc szczera nie ograniczałam się w zakupach nawet nie będąc aktywna na blogu :)

Macie może coś z tych rzeczy? Sprawdzają się Wam? A może polecacie inne kolory lub wykończenia? Dajcie koniecznie znać :)

Ściskam ciepło!

stycznia 27, 2019

Mizon - Snail Repair Eye Cream

Mizon - Snail Repair Eye Cream
Hej!

Dziś mam dla Was recenzję kolejnego wykończonego kremu pod oczy. Tym razem trafiło na Mizon - Snail Repair Eye Cream (45,99zł). Czy mi się sprawdził, czy wole już o nim zapomnieć? Przekonacie się czytając dalej :)


Krem kupiłam w lipcu 2018 roku i zaczęłam używać od sierpniu. Był meeega wydajny, skończył się dopiero pod koniec grudnia. Stosowałam jak każdy inny krem pod oczy - czyli rano pod makijaż i wieczorem przed pójściem spać.

Kilka szybkich faktów:
  • Pojemność 15ml
  • Ważność 3 lata bez otwierania, data ważności jest nadrukowana na tubie oraz na kartonowym opakowaniu, oraz 12 miesięcy po otwarciu
  • Cena 46zł
  • Skład: Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol, Glycerin, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Limnanthes Alba (meadowfoam) Seed Oil, Niacinamide, Octyldodecyl Myristate, Glyceryl Stearate, Peg-100 Stearate, Squalane, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Water, Polysorbate 20, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Beeswax, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Tropolone, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Palmitic Acid, Stearic Acid, Sodium Hyaluronate, Rh-oligopeptide-1, Palmitoyl Pentapeptide-4, Hydrolyzed Wheat Protein, 1,2-hexanediol, Prunus Amygdalus Dulcis (sweet Almond) Seed Extract, 1,2-hexanediol, Portulaca Oleracea Extract, Betula Platyphylla Japonica, Adenosine, Disodium Edta


Krem dostajemy w malutkim kartonowym pudełeczku, a na nim znajdziemy najważniejsze informacje jakie mogą nas interesować - na moim pudełku była dodatkowo biała naklejka z informacjami w języku polskim.

Sam produkt jest schowany w mięciutkiej, złotej tubie, która jest odwzorowaniem kartoniku. Opakowanie jest zakończone dzióbkiem z bardzo drobniutką dziurką, dzięki czemu nie wyciśniemy za dużo produktu. Sama tuba jest na tyle przeźroczysta, że pod światło można zauważyć zużycie.

Sam krem ma barwę białą i w miarę gęstą konsystencję - nie rozlewa się po dłoni. Zapach jest lekko chemiczny, ale z tych ładnych :) Woń szybko się ulatnia, więc jest całkowicie nie wyczuwalna podczas aplikacji.

Smarowidło bardzo dobrze się rozprowadza i szybko wchłania w skórę wokół oczu, nie pozostawiając przy tym lepkiej warstwy. Jest bardzo wydajny, jedno wyciśnięcie średniej kulki starcza na pokrycie powierzchni wokoło obu oczu. Jeśli nałożycie go za dużo będzie się wchłaniał bardzo długo, a przy tym bardzo zgęstnieje.


Obietnice producenta:
"Krem pod oczy ze śluzem ślimaka zawiera starannie opracowaną formułę, której składniki doskonale ze sobą współgrają, zapewniając delikatnej skórze pod oczami kompleksową pielęgnację. Efektywnie nawilża i uelastycznia skórę w okolicach oczu, delikatnie rozjaśnia i redukuje zmarszczki. Krem zawiera aż 80% filtratu ze śluzu ślimaka, adenozynę, niacynamidy i peptydy oraz szereg składników roślinnych (m.in. sok z brzozy, skwalen i olej z nasion Meadowfoam). Za ich sprawą wykazuje intensywne działanie regeneracyjne, przeciwzmarszczkowe, nawilżające i rozjaśniające. Napina, wygładza i ujędrnia skórę pod oczami, wspomaga rozjaśnianie przebarwień, cieni i sińców, zmniejsza obrzęki i wspomaga walkę z pierwszymi oznakami starzenia się skóry. Regularnie stosowany sprawia, że delikatna skóra pod oczami jest doskonale napięta, jędrna i dobrze nawilżona. Chroni również przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Dzięki zawartości EGF wygładza naskórek i spłyca drobne zmarszczki. Pobudza produkcję kolagenu" 

Co ja na to? 
  1. Bardzo fajnie nawilża, jednak ten efekt utrzymuje sie tylko max 2 godziny, potem skóra wokół oczu wygląda jakbyśmy nie nałożyły nic
  2. Czuć, że skóra jest bardziej napięta i elastyczniejsza, jednak to także nie jest działanie długofalowe.
  3. Nie zauważyłam ani rozjaśnienia, ani redukcji zmarszczek - moje mają się całkiem dobrze i nie zamierzyły się spłycić ani troszkę
  4. Niestety także żadne cienie pod oczami się nie rozjaśniały, podobnie przebarwienia - choć u mnie za wiele i zbyt mocnych nie ma, więc była szansa, żeby krem mógł się popisać
  5. Zauważyła, że skóra po aplikacji była gładsza, ale na dłuższą metę nie widzę zmian na lepsze - ważne w sumie, że nie jest gorzej :)

Czy kupie ponownie? Nie.

Odpowiedź jest prosta, jak dla mnie oprócz tego, że jest wydajny, dobrze wygląda pod makijażem i się szybko wchłania - nie ma za wiele plusów. W każdym razie nie zaszkodził mojej skórze, więc to w sumie przemawia na jego korzyść :)

Już chyba wolałam poprzedni krem pod oczy - o którym pisałam TUTAJ, a był tańszy o ponad 10zł i prezentowała się bardzo ekskluzywnie.

No niby nawilża, lekko wygładza i napina skórę wokół oczu, jednak to działanie chwilowe, bo po przebudzeniu rano miałam wrażenie jakbym nie nałożyła nic wieczorem :(

Czuje, że moja skóra pod oczami jest jednak bardziej wymagająca i przynajmniej na noc potrzebuje dogłębnego nawilżenia, a i lekkim spłyceniem zmarszczek mimicznych też bym nie pogardziła.


>>Następcą zostaje tym razem Missha - Super Aqua Ultra Waterful Eye Treatment, produkty tej marki są zachwalane w sieci, więc zobaczymy o co tyle szumu :) <<

Miałyście może jakiś krem z marki Mizon, a może ten konkretny? Dajcie znać jak u Was sie sprawiły ich produkty!
Pozdrawiam Was ciepło!

stycznia 20, 2019

Glamshadows - GlamBOX edycja III "Bogini Brązu"

Glamshadows - GlamBOX edycja III "Bogini Brązu"
Hej!

Przepraszam, że mnie nie było prawie miesiąc, niestety koniec roku u mnie w pracy to droga przez mękę :) Na szczęście powoli wszystko się uspokaja i mam nadzieję, że już wrócę do regularnego blogowania!

Dziś kolejna recenzja palety z Glamshopu czyli GlamBOX edycja III "Bogini Brązu" (119zł teraz 65zł). Trochę długo się nad nią zastanawiałam, bo szczerze nie byłam pewna czy paleta stricte wakacyjna dla opalonych osób będzie mi - bladziochowi pasować, który albo i tak cały rok jest blady albo opala się na raka. U moich przyjaciółek, które w lecie wyglądają jak dwie Mulatki ta paleta zawirowała w głowie, macałam i macałam, aż wreszcie się skusiłam jak wpadła na nią promka 65zł. Teraz przychodzę do Was po dłuższym czasie używania i mówię jak to z tą paletą jest :)



Paleta przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu oraz kartonowej nakładcę - jak we wszystkich paletach tej marki, no może oprócz pierwszej :) Sama nazwa i liście palmy nie są tu przypadkowe, bo jak wspomniałam na początku posta, jest to paleta wydana na okres wakacyjny. W środku znajdziemy dziesięć cieni o standardowym rozmiarze i wadzę. Większa część z nich to odcienie o wykończeniu perłowym - aż 8 oraz dwa maty. Proporcja nie jest przypadkowa, gdyż sama autorka palety podkreślałam, że to mają być cienie które samodzielnie można nałożyć na całą powiekę i gotowe. Dodatkowe dwa maty podejrzewam, że służą wzmocnieniu makijażu np. na wieczorną, wakacyjną imprezę :)

  • Waniliowe - bardzo błyszczący, jaśniutki odcień beżowego złota
  • Perła - cielisty, brzoskwiniowy kolor w wersji błyszczącej
  • Koktajl - jasny i błyszczący, miedziany rosegold
  • Grzane Złoto - lekko rudawy, ciepły i błyszczący odcień złota
  • Matowa Pomarańcza - praktycznie elektryczny, oczojebny kolor bardzo żywego pomarańczu o wykończeniu matowym
  • Laguna - niesamowity odcień zieleni o perłowym wykończeniu, jaśniutki przypomina mi miętowy aloes
  • Piwny - to kolor lekko oliwkowego złota lub jakby przybrudzony kolor mosiądzu w wersji błyszczącej
  • Figiel - cudne połączenie brzoskwini z chłodnym różem które opalizuje na złoto, ma błyszczące wykończenie
  • Wypieczony - chłodny, ciemny brąz w matowym wydaniu
  • Mahoń - ciepluśki i ciemniejszy odcień brązu o perłowym wykończeniu

Poniżej znajdziecie makijaż jaki wykonałam przy użyciu tej paletki, przyznam szczerze, że to raczej wieczorowa propozycja, no chyba, że ktoś lubi takie intensywne makijaże oczu nosić na dzień :)



W makijażu wykorzystałam sześć kolorów z palety oraz ze względu na minimalną ilość matów - wspomogłam się pudrem i bronzerem, aby wykonać kompletny makeup.

1. Na całej powiece rozprowadziłam odrobinę podkładu i przyprószyłam pudrem
2. Następnie załamanie oka zaznaczyłam bronzerem z balety do konturowania
3. Na wewnętrzny kącik górnej powieki, tak do jednej trzeciej nałożyłam cień Laguna
4. Na zewnętrzny kącik górnej powieki położyłam Mahoń
5. Centralną część oka rozświetliłam mieszanką dwóch cieni, najpierw Figiel, a następnie aby przejście było płynniejsze pomiędzy nim a Mahoniem dałam Piwny
6. Na obie linie wodne nałożyłam kredkę Kryolan Kajal w odcieniu Brown i roztarłam ją na dolnej powiecie ciemnym, chłodnym brązem Wypieczony
7. Dla równowagi nałożyłam ten sam, matowy brąz na górny, zewnętrzny kącik
8. Aby rozświetlić jeszcze nieco spojrzenie, postanowiłam wilgotnym pędzelkiem nałożyć cień Waniliowe w wewnętrzny kącik dolnej powieki
9. Rzęsy wytuszowałam moją ostatnio ulubioną maskarą Catrice Glam & Doll Sculpt & Volume Mascara 



Czy polecam? Jedynie pojedyncze kolory. Już śpieszę z wyjaśnieniem :) Niestety dla mnie, jako osoby z bladym licem ta paleta nie przypasowała, dlaczego? Dlatego, iż o ile na opalonej i ciemniejszej karnacji w jakiś sposób te cienie pięknie wyglądają to tak u mnie to takie średnie nic :( Niby większość to brązy i powinno być ok, jednak sama konsystencja pojedynczych cieni pozostawia wiele do życzenia. Żeby nie było tak chaotycznie zacznę od początku :) Kolorystyka cudna - pomijając tą żarówę pomarańczową, bo nie jestem fanką takich kolorów - jest piękna, typowo dzienna w brązach i złocie z lekką domieszką koloru. Na pierwszy rzut oka kolory się zlewają ze sobą, jednak to mylne wrażenie, bo są meeega od siebie różne. Większość ma wykończenie błyszczące i to fajna opcja bo czy to lato czy zima, takie błyski jeśli wylądują na całej powiecie to powinny robić robotę. Właśnie, słowo klucz to "powinny", bo niestety nie robią. O ile na palec nakładają się tak sobie, to pędzlem jest tragedia - pylą się i nabranie choć odrobiny graniczy z cudem :( Przy przenoszeniu ich na oko nie widać kompletnie nic, no może nic to przesada, ale na bank nie tego oczekujemy na oku od błyszczących wykończeń, jestem przyzwyczajona, że cienie tego typu to masełka - w tym wypadku to chyba stęchłe masło! Nawet nałożone na mokro, na bazę czy na Glam Glue dalej wyglądają tak samo - tego błysku prawie nie widać :( Tak jest przy kolorze Perła i Koktajl. Podobnie jest przy odcieniu Waniliowe i Figiel, tylko one dodatkowo zbierają się w zbite grudki - fuj! Z błysków jedyne odcienie warte uwagi i w przyzwoitej konsystencji to Mahoń, Piwny i Laguna. Oba maty są bardzo dobre, jednak ten oczojebny to kompletnie nie mój kolor :( Nie przekreślam kompletnie palety, bo pojedyncze cienie będę używać, jednak na razie jak dla mnie to najgorsza paleta tej marki. Dodam na końcu, że moim przyjaciółką się sprawdza, więc może tylko bladziochy powinny sobie ją odpuścić.

Na koniec lista wszystkich kosmetyków użytych w powyższym makijażu:


TWARZ:
Baza z Mac Prep+Prime; Podkład Lumene CC Color Correcting Cream 6in1 w kolorze Ultra Light ; Puder Lumene Nordic Chic Sheer Finish Loose Powder w kolorze Translucent; Brązer i rozświetlacz z duetu Revolution Renaissance Glow
OCZY:
Kredka do oczu z Kryolan Kajal – Brown; Catrice Glam & Doll Sculpt & Volume Mascara; Paleta GlamBOX edycja III "Bogini Brązu" (cień Laguna, Waniliowe, Mahoń, Wypieczony, Figiel, Piwny)
BRWI:
Kredka do brwi z Golden Rose Longstay Precise Browliner nr 102; Golden Rose Tinted Eyebrow Mascara w kolorze nr 03
USTA:
Catrice Beautigying Lip Smoother w kolorze 020 Apricot Cream

Macie tą paletę? Jakie są Wasze odczucia? Też macie problemy z pigmentacja i grudkowaniem się cieni? Dajcie koniecznie znać!

Pozdrawiam Was serdecznie!

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger