stycznia 11, 2020

Popłynęłam ~22~23~


Hej!

Dziś kolejna dawka archiwalnych zakupów z tego roku, tym razem okresy od Maja do Czerwca oraz od Lipca do Września 2019. Może to i śmieszne ale robienie zdjęć temu co kupiłam już mi weszło w nawyk :) Nic nie macam i nie otwieram póki nie zrobię fot, więc niektóre rzeczy czekały długo na swoje pierwsze "macanki" :)

Na początek zakupy Majowe i Czerwcowe:




Jak możecie zauważyć to w kwestii palet jakby skromniej, natomiast tendencja szminkowa dalej się utrzymuje :) Zaczniemy sobie przegląd zakupów z tych dwóch miesięcy od lakierów do paznokci.



No to lecim! Zacznę od nowych lakierów od Semilac. Skusiły mnie te trzy kolorki, bo gdzieś na necie pewnie wyczaiłam jakieś stylizacje w których były użyte :) Pierwszy to typowe złoto Platinum Light Gold nr 260 (33zł), które jest bardzo ładnie kryjące i mieni się milionem iskierek. Kolejny odcień to Grunge nr 016 (29,99zł), dobrze kryjący jednolity kolor, który ma w sobie ciemną szarość oraz lekką nutkę ciemnego granatu. Ostatni lakier to Mardi Gras nr 034 (29,99zł), cudna fuksja, jednak krycie nie jest jakieś mocne :(





Jeśli chodzi o produkty do twarzy to mam tylko dwa, ale za to jakie! No magia, bomba i full wypas, nie wiem co mogę jeszcze o nich napisać aby wyrazić jak bardzo się w nich zakochałam. Mowa o produktach marki Lumene. Pierwszy to Bronzer z serum Invisible Illumination (128,99zł) oraz rozświetlacz Midnight Sun z serum Invisible Illumination (128,99zł). Pierwszy myślałam, że będzie dla mnie za ciepły, ale w sumie na twarzy prezentuje się w miarę neutralnie, cudnie rozkłada się wklepany gąbką i mała kropla daje mega pigment, więc uważajcie z ilością. Od kiedy kupiłam praktycznie używałam cały czas, idealna opcja na lato jak nie lubicie ciężkich masek na twarzy i stawiacie na bardzo lekki makijaż. Rozświetlacz zamówiłam po zachwycie jego innym kolorem o którym pisałam TUTAJ. Ten odcień jest bardziej uniwersalny, bo to typowy szampański kolor. Błyszczy cudnie w słońcu jak poprzednik i trzyma się cały dzień, nie zależnie od pogody, upływających godzin czy też sebum lub potu. Wiem, że cena jest wysoka, jednak wydajność jest mega - ja dalej przez tak długi czas nie zużyłam ich nawet połowę.



Nie typowo pojawią się teraz produkty do ust - zazwyczaj kończę nimi zakupowe posty :) Zacznę od 3 kolorków pomadek od Golden Rose Soft & Matte Creamy Lip Color (19,90zł). Mają bardzo rozbudowaną game kolorystyczną, wiec ciężko było się zdecydować, na ustach są bardzo komfortowe, zjadają się bardzo ładnie i po posiłku można je spokojnie dołożyć. Konsystencja jest lekko musowa, a zapach to waniliowy budyń. Pierwszy kolorek to nr 109 czyli mieszanka czerwieni, różu i korala - bardzo żywy odcień na ustach. Kolejna szminka to nr 102 to cudny nudziak, bałam się że będzie mi wymazywał usta lub wyglądał za jasno, ale powiem Wam, że fajnie mi pasuje, nie wygląda za beżowo i do tego idealnie sprawdza się przy ciemnym makijażu oka :) Ostatni kolorek nr 110 to odcień jakich mam nieskończone ilości z różnych marek, więc jego też nie mogło zabraknąć i w tej. To typowy brudny, średnio jasny róż  i do tego w chłodnej tonacji - miodzio. Pamiętajcie, aby przy wyciągnięciu aplikatora wytrzeć go z każdej strony o opakowanie, bo taka minimalną ilość wystarczy Wam na jednolite pokrycie całych ust, w innym wypadku kolor nałoży się nie równo, grubo i będzie wyglądał nieestetycznie.


Kolejny brudny róż, tym razem troszkę ciemniejszy i bardziej zgaszony to Kobo Matte Tint nr 703 w kolorze Innocent Flirt (15,99zł). To mój drugi już kolor z tych płynnych pomadek, a to musi coś znaczyć - bardzo je lubię, trzymają się długo, są lekkie na ustach, a kolory są cudne. Podobnie jak poprzednie pomadki mają formułę musu i zapach waniliowy. Także ich należy nakładać nie za dużą ilość bo inaczej nie trzymają się długo i wyglądają nieestetycznie.




Kolejne trzy kolorki to pierwsze dzieci makijażowe marki Semilac (35,90zł), które kolorystycznie mają odpowiadać ich lakierom do paznokcji - gdzieś czytałam, że pierwsza na ten pomysł kilkadziesiąt lat temu wpadła chyba marka Revlon jeśli dobrze pamiętam. Zapach jest chemiczny i jestem troszkę zawiedziona, że nie jest to nic przyjemnego :( Konsystencja jest płynna, ale nie lejąca, należy także nakładać nie dużą ilość, jedno zamoczenie wystarczy na całe usta. Pierwszy kolor to Berry Nude nr 005, czyli ciemny, brudny i lekko brązowawy róż. Kolejny Elegant Raspberry nr 103 to mój ulubieniec, jakby połączenie malinowej czerwieni z fuksją. Bardzo wyraźny i idealny na lato. Ostatni odcień to Indian Roses nr 097, czyli beżowawy, lekko szarawy róż w jasnym kolorze - fajny na co dzień.



Przyszedł czas na palety. Na pierwszy ogień idzie Soft Glam Eye Shadow Palette od Anastasia Beverly Hills (43GBP). Zakochałam się w formule tych cieni, ubolewam jedynie iż są takie malutkie :( Kolorystyka jest śliczna, taka dzienna i lekko ciepła. Idealne do lekkiego jak i mocnego makijażu!



Kolejna mała 9 cieni od Huda Beauty Mauve Obsessions Palette (25GBP), tym razem bardziej użytkowa niż poprzednie dwie :) Idealna proporcja matów i błysków, a przy tym mamy też coś żeby przycienić kącik oraz matowy beż.




Pora na coś mniejszego, czyli Wet n Wild Silent Treatment nr E335 (10,14zł). Powiem szczerze, że nie mam pojęcia po co ją kupiłam, musiałam być na "haju zakupowym", bo ja rzadko korzystam z małych paletek i do tego w takiej kolorystyce :) Do tego załapałam się jeszcze na cienie przed zmianą, bo teraz przerobiono te paletki i zmieniono ich formuły. Te dwa błyszczące cienie może i kiedyś użyje - choć wątpię :) pewnie oddam ją komuś w dobre ręce.



Na koniec kilka pojedynczych cieni z Nabla. Lubie błyski z tej marki, są bardzo unikatowe, jednak wypadają słabo przy Turbotach od Glamshopu :) Ja stosuje pod nie zawsze jakiś wzmacniasz pod pigmenty, aby błysk był mocniejszy. Plus jest taki, że cienie gabarytowo i wagowo są większe od standardowych, jednak idzie też za tym wyższa cena :( Pierwszy cień to Selfish (32,90zł), który jest duochromem łączącym kolor niebieski z fioletem na czarnej bazie, trzeba uważać przy rozcieraniu bo robi się szarawy. Kolejny odcień to Luna (29,90zł), czyli połączenie różu i szampana - idealny do wewnętrznych kącików jako rozświetlenie. Ostatni kolor to Water Dream (32,90zł) to jakby toper z miliona drobinek, sam kolor na oku nie jest bardzo widoczny, ale tu o blask chodzi :) bardzo się sypie więc trzeba używać dobrej bazy.

Teraz przyszła kolej na zakupy od Lipca do Września:



Jak patrze teraz na zdjęcia to kolorystyka wyszła beżowo-czarna :) Skromnie jeśli chodzi o produkty do ust, więc od nich zacznę :) Zamówiłam też znów puder od Paese - pod jego zdjęciem dowiecie się dlaczego!




Pierwsza szmineczka to  HUDA BEAUTY  Matte Power Bullet w kolorze Honeymoon (108zł). To standardowy format pomadki w pocisku o wykończeniu matowym, formułę ma jakby piankową nasyconą powietrzem, ale przy tym bardzo gęstą i ładnie sunie na ustach. Kolor to piękny, chłodny róż o mocnym pigmencie. 






Pora na pierwsze moje produkty do ust z marki Fenty Beauty, słyszałam dużo dobrych opinia na youtube więc postanowiłam się skusić. Pierwsza pomadka to standardowy sztyft w formie bardzo wąskiej i smukłej "różdżki", bardzo malutka i poręczna. Mowa o Mattemoiselle Plush Matte Lipstick w kolorze Thicc (65,60zł). Oczywiście wybierałam kolor przez internet, wiec kupiłam trochę za ciemną :( w tubie wygląda jak ciemny brudny róż z dodatkiem brazu, jednak na ustach i swachach bliżej jej do brązu niż różu. Druga pomadka to Stunna Lip Paint Longwear Fluid Lip Color (strasznie długa nazwa) w kolorze Unlocked (81,60zł). Ma przepiękny i bardzo jaskrawy odcień fuksji, ale przy tym intensywny i równo nakłada się na usta. Trzeba uważać z ilością, żeby nie nakładać za dużo, mi się sprawdza i jestem z niej mega zadowolona :)




Przejdę teraz do produktów do twarzy i zacznę od bazy pod podkład która powinna niwelować zaczerwienienia, mowa o Loreal Infallible Anti Redness Primer (23,90zł). Wystarczy kropla aby pokryć całą twarz i stać się zielonym ludzikiem! Pigment jest okropnie mocy i niestety gdy ma się średnio kryjący podkład to zieleń przebija :( trzeba bardzo uważać z ilością, jednak nie da się nałożyć mniej niż krople, więc większość nie zostaje z niej zużyta - straszne marnowanie produktu. Sama konsystencja jest super wodnista, więc na to też trzeba uważać aby niczego sobie nie poplamić bo po nałożeniu na wierzch dłoni może spłynąć. 



Pora na wspomniany już wcześniej puder bambusowy od Paese z ekstraktem z mrożonego wina (39,99zł). Pamiętacie jak pisałam, że ma bardzo lotną formułę? Mój kot postanowił mi pokazać jak bardzo i zrzucił mi poprzednie opakowanie na dywanik w sypialni :( Dlatego tak szybki ponowny zakup, bo cała zawartość znalazła się poza pudełkiem...




Jak już zaglądnęłam do sklepu Paese to nie mogłam wyjść tylko z pudrem :) do mojej siaty zakupowej trafił także rozświetlacz Wonder Glow Highlighter (45,90zł), ma przepiękny szampańsko-zloty kolor i tworzy piękną tafle na policzku. W moim wypadku muszę na niego uważać, bo jak nałożę za dużo to jest troszkę dla mnie za ciemny co widać niestety na twarzy :(


Ostatni produkt do twarzy to Mac Prep + Prime Fix + (67,50zł). Skusiłam się na niego bo był w dobrej cenie. W sumie to jeszcze nie użyłam, bo trzymam na specjalną okazję :)




Jeśli chodzi o oczy to pojawiła się u mnie baza pod cienie TOO FACED  Shadow Insurance Original (84,15zł). U mnie sprawdza się super, jest klejąca i mega wydajna. Odcień to jasny beż, ale nie zostawia koloru na powiekach.



Kolejny zakup od Paese to ich neutralna paleta All About You (69,93zł), zachwyciła mnie swoją chłodną tonacją i mega użytkowymi odcieniami, oczywiście recenzja pojawi się na blogu :) 



Kolejna paletka to maleństwo od URBAN DECAY On The Run Palette "Bailout" (103,20zł). Paletka ma chłodne i i typowo dzienne kolory z odrobiną fantazji w postaci fioletu. Fajny kompaktowy rozmiar, więc stwierdziłam, że może nada się do wyjazdów - zobaczymy :)



Ostatnia paletka także w chłodnej tonacji to GlamBOX edycja 11 - "NATURALNY GLAM" (95,20zł). Ma to być typowa paleta która będzie podkreślać naturalne kobiece piękno bo ma zawierać kolory które występują naturalnie na naszej skórze. Kolorystyka mega mi się podoba, zobaczymy jak pracuje na oku :)


Ostatni już zakup to Kobo Professional Loose Pigments (22,99zł), gdy zobaczyłam je otwarte w szafie Natury wyglądały zwyczajnie, jednak magia dzieje się pod wpływem światła - obczajcie następne zdjęcia :) Przyciemniłam zdjęcia abyście mogli lepiej dostrzec.



No istna magia, biały drobny pył, który w każdym pojemniku wygląda tak samo pod wpływem światła tworzy piękną tafle koloru. Na zdjęciach powyżej są nałożone na sucho na dłoń, ale jak nałożyłam je na mokro na oko to było mnie widać z kilometra - serio obczajcie je w sklepie :) Pierwszy kolor Nr 608 ROSE GOLD to właśnie taki kolor jak nazwa głosi, różowe złoto. Nr 602 KIWI SECRET to boski pastelowy, zielony odcień. Kolejny w tonacji złota, pomarańczy i różu to nr 601 VENETIAN ROSE. Ostatni kolor to Nr 603 PARADISE BLUE który jest mieszanka pięknej niebieskości z nutką fioletu i zieleni - uwielbiam! Trzymają się bardzo dobrze cały dzień i nie osypują pod oko.

To by było na tyle jeśli chodzi o kolejne zaprzeszłe miesiące zakupowe. Macie coś z tych kosmetyków u siebie?
Ściskam Was mocno!


6 komentarzy:

  1. Soft Glam też chodzi mi po głowie, ale nie jestem pewna czy kolorystyka odpowiada mi w 100%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że na dzień jest trochę ciemna, wole wtedy Sultry :)

      Usuń
  2. Ależ tego dużo !! JA jeszcze niedawno myślałam, że Semilac ma tylko i wyłącznie lakiery hybrydowe i akcesoria do tego :p Nigdy nie miałam cieni z marki Nabla ale te kolory na paletce wygladają przepieknie. Bardzo podobają mi sie te pomadki Golden Rose. Mam taki podobny zloty lakier, co ten Semilaca - tyle, że ja mam taki z Neonail :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ostatnio marki paznokciowe zaczynają otwierać się na makijaż :) NeoNail też ma już szminki :)

      Usuń
  3. Nie miałam niczego z tu pokazanych. Dobra recenzja, a nawet kawał dobrej recenzji.
    Obserwuję i Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger