kwietnia 27, 2018

W brzoskwini mi do twarzy

W brzoskwini mi do twarzy
Hej Kochani!

Dziś mam dla Was propozycję wiosennego makijażu :) Dużo odcieni brzoskwini i pomarańczu, makijaż raczej w wersji mocniejszej lub dziennej dla odważnych. Ja go wykonałam na wieczorną "randkę" z mężem.


Makijaż jak zwykle u mnie, nie jest pracochłonny, a kreska nie jest super prosta, więc myślę że każdy laik makijażowy jak ja może się tu odnaleźć :) Zamiast linera możecie użyć też czarnego/brązowego cienia lub kredki do oczu i je rozetrzeć wzdłuż górnej linii rzęs.

Kolory podkreśliły mój kolor oczu - niby niebieski i niby zielony :)
Niżej znajdziecie krok po kroku jak zrobiłam powyższy makeup:

>> Na całą powiekę powędrowała baza pod cienie Golden Rose Eyeshadow Primer, a na nią cień Sensique nr 207 Ivory aby zmatowić i ujednolicić całą powiekę, a pozostałe cienie będą się przez to lepiej rozcierały
>> W załamanie powędrowała mieszanka dwóch matowych odcieni z Glamshadows Blada Brzoskwinia oraz Słodkie Kakao
>>  Zewnętrzny kącik na górze i na dole przyciemniłam bardzo intensywnym, ceglastym matem  Gramshadows Bingo
>> Na środek ruchomej powieki powędrował ciemny pomarańcz, który iskrzy milionem złotych iskierek Glamshadows Mandaryna
>> Wewnętrzne kąciki na obu powiekach rozświetliłam i rozjaśniłam złotym, masełkowym i połyskującym kolorem Krem Maślany od Glamshadows
>> Na górnej powiece wzdłuż linii rzęs narysowałam "cienką" kreskę ciemnobrązowym eyelinerem od Eveline Celebrities Eyeliner w kolorze Brown
>> Na koniec górną i dolą linię wodną pomalowałam kredką do oczu z Kryolan Kajal w odcieniu Brown i dwa razy wytuszowałam rzęsy



Na koniec zdjęcie wszystkich kosmetyków użytych do tego makijażu :)


TWARZ:
Baza Bielendy Make-up Academie Lumiere Base; Laneige Snow BB Cream w kolorze nr 1 Shimmer Brightening; orektor z L.A. Girl Pro Conceal – Porcelain; Golden Rose Longstay Matte Powder nr 01; Bronzer z Kobo nr 308 Sahara Sand; Rozświetlacz z Mysecret Face Illuminator - Sparkling Beige
OCZY:
Baza pod cienie Golden Rose Eyeshadow Primer; Cień Sensique nr 207 Ivory; Glamshadows (cień Słodkie Kakao, Blada Brzoskwinia, Binko, Mandaryna, Krem Maślany); Kredka do oczu z Kryolan Kajal – Brown; Eveline Celebrities Eyeliner w kolorze Brown; Tusz Bourjois Volume Reveal Mascara Radiant Black
BRWI:
Kredka do brwi z Golden Rose Longstay Precise Browliner nr 102; Żel do brwi z Sleek Brow Perfector – Clear
USTA:
Pomadka Mac w kolorze Fanfare

Czy Wy też już czujecie wiosnę?
Ściskam Was mono! 

kwietnia 21, 2018

Męska pielęgnacja dla opornych

Męska pielęgnacja dla opornych
Hej!

Jeśli Wasz facet jest typowym, zarośniętym "drwalem" to produkty opisane niżej na bank mu się spodobają - tylko trzeba ich "zeswatać" ze sobą podstępem lub bardzo dobrze rozreklamować na podstawie doświadczeń innego faceta :) Poniżej opiszę Wam przygodę mojego męża :)


Pokrótce opiszę Wam może troszkę podejście mojego męża do tak zwanych prze niego "wynalazków" :) Nazywa on tak wszelkie męskie kremy, żele do twarzy, peelingi i toniki - dla niego to "robienie z chłopa baby". Nie twierdzę, że mój mąż myje się tylko raz na tydzień i nie używa dezodorantu - bo tak się składa, że jest okropnym czyściochem, jednak do szczęścia przy myciu akurat twarzy wystarczał mu zawsze żel pod prysznic, który akurat był "wielofunkcyjny" bo nadawał się do włosów jak i ciała - więc idąc dalej męską logiką także i do twarzy :(

Na nic były moje tłumaczenia, że przesusza mocno cerę, że przecież ja mam delikatne żele do mycia twarzy to może ich używać - nie, nic nie było w stanie go przekonać - do czasu :)

Ziaja Liście Manuka - Żel myjący normalizujący

W netach zaczęło huczeć o cudownym żelu do mycia z Ziaja Liście Manuka - Żel myjący normalizujący (8,59zł). Ja jako zapalony tester wszelkich nowości postanowiłam wypróbować, a że cena nie zbyt szalona, to co mi tam :) Na opakowaniu jest napisane, że jest do cery mieszanej, więc powinien się sprawdzić - a no jednak nie :(

Po pierwszym użyciu czułam się jakby ktoś mi zassał twarz próżniowo, nie mogłam nawet nic powiedzieć, bo tak wysuszyło mi całą twarz, a policzki mnie dosłownie piekły z bólu (są one najbardziej przesuszająca się częścią mojej twarzy). Pomyślałam sobie, że wywalę co mi tam, 8zł płakać nie będę i wtedy akurat gdy miałam już wywalić przemówił mój mąż :)
"Czemu wyrzucasz, przecież to pełne opakowanie?". Odpowiedziałam, że nie nadaję się do  mojej skóry bo wysusza ją na wiór, raczej jest dla ludzi z bardzo tłusta cerą - i wtedy chytry przebłysk geniuszu zaświtał w mojej głowie :) "Ale Ty ciągle narzekasz, ze masz strasznie tłustą skórę na twarzy no i że się ciągle świecisz. To może spróbuj, żeby się nie zmarnowało?" W tym momencie był już mój! Sam był przeciwny wyrzuceniu, więc teraz głupio powiedzieć, że to nie męskie używać takiego żelu i jednak wyrzuć - no i zabrał.

Ziaja Liście Manuka - Żel myjący normalizujący

Nic się nie odzywałam przez pierwsze dni, a widziałam, że żel ciągle stoi przy wannie i go ubywa. W końcu nie wytrzymałam i spytałam czy używa i jak mu się sprawuje. Odpowiedź była krótka, aczkolwiek bardzo treściwa: "Zostawiłem, bo nie świecę się już jak świnia po tym" :) Hahaha odpowiedziałam, że super, a w środku skakałam ze szczęścia! Największa radość przyszła po kilku tygodniach, kiedy podszedł do mnie i powiedział, żebym dopisała na listę zakupów ten żel bo mu się kończy :) Takim oto sposobem mój maż porzucił stosowanie żelu pod prysznic do twarzy na rzecz żelu myjącego do twarzy od Ziaji.

Ziaja Oczyszczanie liście manuka - pasta przeciw zaskórnikom

Opowieść o tym jak Ziaja Oczyszczanie liście manuka - pasta przeciw zaskórnikom (8,59zł) znalazła się w męskiej pielęgnacji mojego męża jest całkiem zabawna :)

Od zawsze mój mąż, jako posiadacz grubego i bujnego zarostu miał problem z wrastającymi się włosami po goleniu. Wiele razy słyszałam jak mówił, że znów włos mu się wrasta i jak to boli. Kiedyś w pracy moja koleżanka położyła na biurku zakupy z Natury (drogeria znajduje się przy naszej pracy) i zauwazyłam że ma w reklamówce wspomniany wcześniej żel do mycia twarzy, no to mówię jej że się może zdziwi, ale mój mąż bardzo polubił ten żel i używa już ponad rok, a ona się zaśmiała i mówi, że jej też i do tego stosuje jeszcze pastę z tej serii jako peeling, bo mu się włosy po goleniu wrastają :)

Ja w pozytywnym szoku zaraz po pracy poleciałam kupić tą pastę i wieczorem zaprezentowałam ją mężowi: "Kochanie koleżka w pracy mówi, że jej mąż używa takiej pasty do twarzy, żeby mu się włosy po goleniu nie wrastały. Kosztuje kilka złotych więc Ci też kupiłam, może spróbujesz? Jest z tej samej firmy i serii co żel". Popatrzył trochę na mnie krzywo, że znów chce mu coś wcisnąć, ale zabrał.

Ziaja Oczyszczanie liście manuka - pasta przeciw zaskórnikom

To był strzał w dziesiątkę, nie wiem czy zostawił ją, bo skoro inny facet stosuje to już to nie jest takie "mało męskie" - ważne że zgodził się wypróbować i od tamtego czasu mąż stosuje pastę zawsze po dwóch dniach od golenia, czyli jakoś dwa razy lub raz w tygodniu (zależny jak często się goli) no i jak na razie ciągle kupujemy nowe opakowania. Komentarz mojego męża: "Działa" :) Włosy po goleniu przestały mu się wrastać, trafi się czasem może jakiś jeden, zbuntowany włos, ale bardzo rzadko - raz na kilka miesięcy.

Nie wiem jak Wasi mężczyźni, ale mojego  było bardzo ciężko do czegoś namówić, jednak jak w końcu dał się podejść i po wypróbowaniu zauważył, że to działa - to jest temu wierny.

Wiem, że na bank nie nakłonię go nigdy na używanie regularnie kremu do twarzy - jedyna pociecha, że jak zimą ma przesuszoną twarz od mrozu, to sam na jakiś czas sięga po zwykły krem Nivea i to mu starcza. Podobnie jest z kremem do rąk, dopóki go nie pieczę skóra dłoni z wysuszenia lub mu boleśnie nie popęka to nie użyje żadnego "smarowidła" :) Można mu mówić, że takie stosowanie "od wielkiego dzwonu" nic mu nie da, że to trzeba regularnie - ech.

Może Wy macie jakieś fortele na mężczyzn w tych dwóch wypadkach, co by zaczęli używać kremów regularnie?


Mam nadzieję, że historia mojego męża pomoże którejś z Was nakłonić swojego faceta na wprowadzenie pielęgnacji do jego rutyny. Jeśli tak się stanie dajcie znać :) 
A może Wy macie jakieś ciekawe historie związane z tą tematyką, lub może u Waszych panów sprawdza się coś innego?

Czekam na Wasze komentarze!

kwietnia 14, 2018

Glamshadows - GlamBOX edycja IV "Totalny Mat"

Glamshadows - GlamBOX edycja IV "Totalny Mat"
Hejka!

Przychodzę dziś do Was z recenzją palety GlamBOX edycja IV "Totalny Mat" (119zł), którą zakupiłam w listopadzie zeszłego roku w Glamshop. W kolorystyce jestem zakochana, a do tego ta pigmentacja i same matowe kolory - miodzio!

GlamBOX edycja IV "Totalny Mat"

Cienie dostajemy w prostokątnej palecie z grubej tektury. Jest ona dodatkowo zabezpieczona kartonową nakładką z taką samą grafiką jak sama paleta.


W palecie znajdziemy 10 matowych ceni w standardowej wielkości. Każdy kolor jest podpisany jak to u Hani bywa, polskimi nazwami często zabawnymi :) Kolory są przepięknie dobrane do siebie, a dla kogoś kto uwielbia maty jak ja to idealna opcja :) Cienie pod palcem są jak masło, pigment jest niesamowity, jednak podczas aplikacji pędzlem okropnie się sypia zarówno pod okiem jak i pylą się w samej palecie.


  • Carrara - cudny, biały cień o kosmicznej pigmentacji. Nada się idealnie w kącik wewnętrzny w celu rozświetlenia lub na większą cześć powieki kiedy chcecie makijaż mocno rozjaśnić
  • Matowy Cielak - niestety ten cień mam już jako pojedynczy kolor i jest on dla mnie za ciemny jako beż na całą powiekę, jednakże dla osób z ciemniejszą karnacją niż moja sprawdzi się idealnie
  • Sahara - to przepiękny chłodny odcień brązu, idealny do załamania powieki. Wiem, że w późniejszych paletach ten kolor został zastąpiony cieplejszym, a szkoda bo ja uważam że ten pasuje tu idealnie


  • Szary Brąz - to jasny, chłodny kolor brązu, jednak wiele cieplejszy moim zdaniem od poprzedniego. Także idealny do zbudowania załamania powieki
  • Morelka - to cudny, jasny i chłodny odcień brzoskwini. Jeden z moich ulubionych w palecie.
  • Sucha Wiśnia - wymiata pigmentem, cudny, chłodny kolor bordo, prawdziwy odcień wiśni. Kolejny który trafił do grona moich ulubionych


  • Kasztan - to cieplutki, pomarańczowy odcień brązu
  • Jagodowy - to kolejny ulubieniec z palety. Przepiękny chłodny odcień fioletu, ani za jasny ani za ciemny


  • Szeregowiec - to intensywny, szarawy kolor zieleni. Jasny i nieoczywisty.
  • Brunet - to ostatni cień w palecie, bardzo ciemny i intensywny brąz w ciepłej tonacji.
W całej palecie nie zauwazyłam, żeby cienie miały mniej lub bardziej intensywną pigmentacje. Jak dla mnie każdy z nich wymiata i niektóre cienie pojedyncze z pierwszych kolekcji nie umywają się do tych. Widać, że Hania ciągle pracuje nad formułą.

Poniżej mam dla Was makijaż wykonany tą paletką, który cudnie wybił na pierwszy plan niebieski kolor moich oczu:



W makijażu wykorzystałam 7 cieni z palety, więc całkiem sporo. Powstał wiosenny makijaż, taki jak ostatnio lubię najbardziej :)

1. Na początek na całą ruchomą powiekę powędrowała baza pod cienie Golden Rose Eyeshadow Primer, a następnie na niej wylądował mój ulubiony matowy beż od Sensique nr 207 Ivory, gdyż ten w palecie jest dla mnie za ciemny
2. W załamanie poleciała mieszanka cieni Morelka i Szary Brąz, następnie zewnętrzny kącik przyciemniłam kolorem Sucha Wiśnia
3. Na środku ruchomej powieki wylądował odcień Jagodowy, a tuż koło niego przy wewnętrznej części oka zarówno na dole jak i u góry Carrara, która pięknie rozświetliła spojrzenie
4. Zewnętrzną część górnej i dolnej powieki dodatkowo przycieniłam Brunetem
5. Na środek dolnej powieki wylądowała cudna zieleń o nazwie Szeregowy
6. Na górną linię wodną nałożyłam brązową kredkę Kryolan Kajal w odcieniu Brown a na dolną wodoodporna kredka od Golden Rose Emily w kolorze nr 115
7. Rzęsy mocno, dwukrotnie wytuszowałam Bourjois Volume Reveal Mascara Radiant Black



Czy polecam? Tak, jednak trzeba z nią trochę uważać :) Jak mogłabym nie polecić, uwielbiam cienie od Glamshop i zauważyłam, że z każdą kolekcją czy paletą są coraz lepsze! Cienie w tej plecie to same maty, które uwielbiam - to nie jest tak, że błyszczących się wyrzekam, jednak wybierając miedzy tymi wykończeniami wole mat. Pigmentacja powala przez co właśnie strasznie się pylą i osypują, ale wiadomo coś za coś, podobno taki sam problem jest w jednej z palet od Anastasia Beverly Hills - Subculture. Za bardzo  mocnym pigmentem idzie duży osyp. Ja taki problem rozwiązuje przez robienie makijażu oczu na samym początku, a następnie po uprzątnięciu osypu - nakładam makeup na twarz. Z cieniami bardzo dobrze mi się pracowało, rozcierają się bardzo przyjemnie i mi nie robiły plam.


Na koniec lista i zdjęcie wszystkich kosmetyków użytych do tego makijażu:


TWARZ:
Baza z Golden Rose Luminous Finish; Laneige Snow BB Cream w kolorze nr 1 Shimmer Brightening; Korektor z L.A. Girl Pro Conceal – Porcelain; Golden Rose Longstay Matte Powder nr 01; bronzer z Kobo nr 308 Sahara Sand; Rozświetlacz z Mysecret Face Illuminator - Sparkling Beige
OCZY:
Palety GlamBOX edycja IV "Totalny Mat" (cień Morelka, Szary Brąz, Sucha Wiśnia, Jagodowy, Brunet, Carrara, Szeregowy); Kredka do oczu z Kryolan Kajal – Brown; Golden Rose Emily w kolorze nr 115; Tusz Bourjois Volume Reveal Mascara Radiant Black
BRWI:
Kredka do brwi Smart Girls Get More Eyebrow Pencil w kolorze Blonde nr 10 oraz żel do brwi z Sleek Brow Perfector – Clear
USTA:
Błyszczyk do ust Lily Lolo w kolorze English Rose

A Wy macie tą paletkę? Jak Wam się sprawdza, bo słyszałam różne opinie?
Ściskam mocno!

kwietnia 07, 2018

Skinfood - Watery Berry Gel Cream

Skinfood - Watery Berry Gel Cream
Hej,

Dziś zamiast o makijażu, będzie o pielęgnacji, a mianowicie o kremie do twarzy Watery Berry Gel Cream (14,89 usd), który wykończyłam już jakiś czas temu - mojej ulubionej firmy Skinfood. Wiadomo, że bez dobrze przygotowanej twarzy żaden makijaż nie będzie wyglądał dobrze :)

Skinfood Watery Berry Gel Cream

Krem ten zakupiłam w lutym 2017 na ebay - jak wszystkie kremy tej marki u sprzedawcy, który mnie jeszcze nie zawiódł, a ceny ma przystępne. Przy darmowej dostawie trzeba się liczyć z dłuższym czasem oczekiwania na zakup, więc po około 3 lub 4 tygodniach kremik był u mnie. Zaczęłam go używać pod koniec maja 2017, a ostatki wyskrobałam w grudniu :) Szybko licząc był u mnie przez 7 miesięcy.

Kilka szybkich faktów:
  • Pojemność 63ml
  • Ważność ok. 30 miesięcy
  • Cena ok. 50-70zł
  • Skład: Blueberry fruit extract (2,016 mg), Jindeul strawberry extract (1,764 mg), aloe vera leaf extract, Gase Hamgyong strawberry extract (1,260 mg), honey extract

Skinfood Watery Berry Gel Cream

Krem przychodzi do nas zapakowany w plastikowe ubranko (folijkę), które mocno przylega do słoiczka. Mamy tym samym gwarancję, że nikt przed nami go nie macał :) Niestety bez dodatkowej ulotki czy kartonowego opakowania, które zazwyczaj są dołączone do kremów - nie dowiemy się za dużo o składzie i samym zastosowaniu. Tutaj większość treści jest napisana po koreańsku :( Na spodzie słoiczka znajdziemy informacje o dacie produkcji i dacie ważności. Niestety aby poszerzyć swoja wiedzę musimy się udać do internetu.

Samo opakowanie jest poręczne, przeźroczyste i wykonane z bardzo grubego plastiku, przez co do złudzenia przypomina prawdziwe szkło. Nakrętka jest metalowa i w kolorze malinowym. W środku znajdziemy plastikową, białą przekładkę, która zabezpiecza krem przed zabrudzeniami czy też wylaniem się. Według mnie bardzo fajne rozwiązanie.

Kiedy krem się już kończy, trochę ciężko jest go wydobyć - jeśli ktoś nakłada krem palcami prosto ze słoiczka. Ja do tego celu używam małej, plastikowej szpatułki - która kiedyś była patyczkiem do lodów :) mieści mi się idealnie między przekładką a wieczkiem.

Konsystencja kremu jest półprzeźroczysta i bardzo żelowa - jak sama nazwa wskazuje. Przy rozcieraniu zmienia konsystencję na wodną. Idealnie się rozprowadza i bardzo szybko wchłania.

Zapach jest obłędny! Jakby malin, jeżyn ale też granatu? Niby kwaśny, ale słodki jednocześnie - boski! Nie da się go opisać, trzeba powąchać samemu :)

Skóra jest po nim lekko nawilżona, nie jest to jakieś mocne, nawilżające uderzenie dla mojej cery, jednak myślę, że dla skór normalnych i tłustych byłby kremem idealnym na co dzień :)

Skinfood Watery Berry Gel Cream

Obietnice producenta:
"Odświeżający krem do twarzy o żelowej konsystencji wzmacnia poziom nawilżenia skóry wyciągami z jagód i wodą z liści aloesu. System nawadniania z trzema rodzajami ekstraktów jagodowych wyhodowanych w najzimniejszych regionach Finlandii znacznie zwiększa poziom nawilżenia skóry, nadając jej zroszoną poświatę o nie klejącej teksturze. Kwas hialuronowy wciąga nawilżenie do skóry przez cały dzień. Pomaga zmniejszyć wygląd zmarszczek i przedwczesnego starzenia się, ponieważ jagody są bogate w przeciwutleniacze, które pomagają ożywić cerę. Zewnętrzna warstwa retencji wody jest lepsza, czego rezultatem jest mocniejsza skóra."

Co ja na to?
  1. Co do zroszonej poświaty, to bym nie przesadzała, ale nawilżenie jest bardzo przyjemne. Nie jest to level hard, ale po aplikacji czuć lekką klejąca warstwę, która po chwili całkowicie się wchłania.
  2. Jeśli chodzi o zmniejszenie zmarszczek, to nic takiego nie zauważyłam.
  3. Po kilku  miesiącach rzeczywiście można zaobserwować, że cera jest bardziej nawilżona i sprężysta, ale niestety dopiero po paru miesiącach, na początku w codziennej aplikacji ten efekt nie jest tak zauważalny.
Czy kupie ponownie? Na bank!

Może i po opisie stwierdzicie, że szału na co dzień nie ma - bo to prawda. Krem bardzo szybko się wchłania i to nawilżenie nie jest spektakularne, jednak jak wcześniej wspomniałam po kilku miesiącach możecie zaobserwować zmiany w waszej skórze in plus :) Nawilżenie, sprężystość i gładkość ulega znacznej poprawie :) To mój drugi krem z tej firmy i już zamówiłam kolejny! Pierwszy był to Fresh Apple Cream, a teraz zamówiłam Yuja Water C Cream.

Zapach, konsystencja i wydajność - wszystko na plus! Ja kremu używałam zarówno na noc jak i na dzień pod makijaż. Nic mi się nie rolowało, nic mnie nie wysypało. Jeśli tylko jesteście cierpliwi, aby poczekać na rezultaty - to warto :)

Skinfood Watery Berry Gel Cream It's SKIN Hyaluronic Acid

>> Następcą w pielęgnacji skóry mojej twarzy będzie teraz krem od firmy It's SKIN - Hyaluronic Acid. Jak tylko go wykończę to dostanie także swoją recenzję <<

A czy Wy miałyście już przyjemność używać kremów firmy Skinfood? Jak się u Was sprawdziły? A może miałyście okazję używać Watery Berry? Dajcie koniecznie znać :)
Pozdrawiam!

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger