listopada 01, 2020

The SAEM - Iceland Water Volume Cream

Hej!

Przychodzę dziś do Was z kolejną pielęgnacyjna recenzja kremu do twarzy dla cery mieszanej, tym razem jest to The SAEM Iceland Water Volume Cream (19,28USD). Czy się pokochaliśmy? Jak z wydajnością? Wszystkiego dowiecie się w dzisiejszym poście :) Natomiast muszę przypomnieć na wstępie, że żaden makijaż nie będzie wyglądał dobrze, na niezadbanej skórze twarzy :)


Krem kupiłam już dobre dwa lata temu i czekał grzecznie na swoją kolej aby zostać przetestowany. Testy zaczęły się jakoś w Kwietniu 2019. Dzięki swojej ogromnej ilości i wydajności zużywałam go przez prawie 10 miesięcy - to strasznie długo, nie mogłam go wykończyć! Zakończył swój żywot dopiero w Styczniu 2020. Kupiłam go jak większość moich kremów u niezawodnego Pana z ebaya :)

Kilka szybkich faktów:
  • Pojemność 80ml
  • Ważność 3 lata bez otwierania, data ważności jest nadrukowana na pojemniczku oraz 12 miesięcy od momentu otwarcia
  • Cena 19,28 USD = ok. 82 zł
  • Skład: Mineral Water, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Hydrogenated Vegetable Oil, Cetyl Ethylhexanoate, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Stearic Acid, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Mesembryanthemum Crystallinum Extract, Cetraria Islandica Extract, Laminaria Digitata Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Theanine, Milk Lipids, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Carbomer, Betaine, Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Tromethamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Benzophenone-5, Ethylhexyl Palmitate, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, CI 42090, Fragrance


Krem przychodzi do nas zapakowany w kartonowy, jasnoniebieski kartonik z mnóstwem informacji upchniętych na każdej jego ściance, niestety duża część tych informacji jest po koreańsku, więc wybaczcie - nie wczytywałam się :) Jednak warto podkreślić, iż jedna ścianka pudełka jest po angielsku i wypisano tam najważniejsze informacje, jak skład, sposób aplikacji, działanie kremu. Wewnątrz niestety brak było najważniejszej rzeczy, czyli szpatułki.

Samo opakowanie kremu jest jak dla mnie nawiązaniem do drewienka unoszącego się na wodzie :) Słoiczek to gruby plastik w pięknym błękitnym kolorze przypominający krystalicznie czystą wodę lub bryłkę lodu, a wieczko to także plastik będący imitacją drewna :) Wewnątrz słoiczka znajduję się białe wypełnienie w którym ulokowany jest krem, a całość pokrywa białe, plastikowe wieczko z wytłoczonym listkiem na środku.

Opakowanie kremu pomimo dużych rozmiarów jest bardzo poręczne i lekkie, nawet gdy jest po brzegi wypełnione kremem - dosłownie :) Schody zaczynają się gdy krem nam się kończy bo niewygodnie oraz niehigieniczne musimy wkładać do niego paluchy, więc wspomniana wcześniej szpatułka byłaby bardzo pomocna. Ja używam tej od kremu Laneige, o którym pisałam TUTAJ.

Zapach jest bardzo przyjemny - przynajmniej dla mnie, jednak nie utrzymuje się długo na twarzy. To jakby połączenie morskiej bryzy z męskimi perfumami, ale takimi z typu wodnych, nic ciężkiego od czego może się zakręcić w głowie :)



Konsystencja kremu to jakby średnio gęsty żel o pastelowo niebieskim zabarwieniu z drobnymi białymi granulkami. Do użycia na całej twarzy wystarczy bardzo niewielka ilość,  bo jest mega wydajny, gdy nałożycie go za dużo to nie nałożycie na niego ani podkładu, ani się nie wyśpicie, bo twarz przyklei Wam się do piżamy lub poduszki!

Niestety nie wchłania się całkowicie, ja zarówno na noc jak i na dzień nakładałam niewielka ilość a po 15 minutach resztki ścierałam wacikiem kosmetycznym. Skóra po jego zastosowaniu była miękka i gładka oraz o dziwo bardzo dobrze nawilżona, dzięki temu mogłam robić peeling tylko raz w tygodniu zamiast dwóch jak wcześniej, bo praktycznie nie pojawiały mi się suche skórki.

Krem mnie nie uczulił, nie był prowodyrem żadnych wyprysków, za to trzymał pięknie nawilżoną twarz, świetnie mogłam to zaobserwować w weekendy kiedy większość czasu spędzam bez makijażu.

Obietnice producenta: 





Co ja na to?
  1. Zgadzam się z tym, że krem bardzo dobrze nawilża i to praktycznie od pierwszego użycia, daje uczucie ulgi przy przesuszonej skórze - u mnie to miejscach na policzkach
  2. Powiem Wam, że jeśli chodzi o policzki to czułam nawilżenie, ale czy ze względu na przeznaczenie do mieszanej skóry czułam inne działanie na strefie T - raczej nie, dalej się przetłuszczała w swoim tempie.
  3. Rozprowadzał się bardzo przyjemnie i szybko, żelowe kremy to coś dla mnie
  4. Żadnego glow na skórze nie zauważyłam, no może oprócz resztek kremu które się świeciły bo produkt nigdy całkowicie się nie wchłaniał
  5. Jak już pisałam wyżej, nawilżenie skóry jest odczuwalne przez cały dzień, nawet pod makijażem - choć ja nie używam ani podkładów mocno zastygających, ani pudrów matujących na mur beton, więc nie wiem jakby się ten krem sprawdzał w połączeniu z takimi kosmetykami

Czy kupie ponownie? Nie.

Uzasadnienie jest proste, ja oprócz dobrego nawilżenia szukam w kremie też ochrony przeciwzmarszczkowej, a tu jej kompletnie nie ma.

Jeśli ktoś z Was szuka jedynie bardzo dobrego nawilżenia, to ten krem mu się sprawdzi, mogłabym go polecić tez opornym facetom, bo ma przyjemny zapach - nie babski :) Choć nie wiem czy opcja z niewchłaniającym się do końca kremem jest tym czego oni szukają - jeśli w ogóle szukają :)

Brakuje mi też tutaj działania związanego z lekkim napięciem skóry oraz jej ujędrnieniem, co bardzo polubiłam w poprzednich testowanych kremach. Skóra wtedy wydaje się o wiele bardziej sprężysta, a przy tym młodsza!


>> Kolejny krem do testów to Innisfree - Jeju Orchid Intense Cream, półka cenowa podobna. Recenzja jak zwykle pojawi się kiedy wykończę słoiczek <<

Miałyście może jakiś krem od Saem, czy lubicie produkty z tej marki? 
Dajcie koniecznie znać w komentarzu :)
Ściskam Was mocno!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger