czerwca 07, 2020

Popłynęłam ~30~

Hej Kochani,

Maj już za nami, a wakacje przed nami :) rozpoczyna się już ten okres upałów u nas, choć przez ostatnie miesiące nie można było narzekać na pogodę, bo zimy prawie nie było w tym roku. Jeśli chodzi o nowość to znów tego sporo, niestety siedzenie w domu nie pomaga w zwalczaniu mojego zakupoholizmu :( Przynajmniej nikt mi nie zarzuci, że nie wpieram gospodarki światowej w tym trudnym czasie :) Co do promocji w Rossmannie omijam je już od kilku lat sporym łukiem, za wiele razy dostałam u nich otwarty produkt, zużyty lub uszkodzony - postawiłam już dawno na drogerie internetowe.




Jak można już po pierwszych zdjęciach zauważyć, nie przeszłam obojętnie koło nowości z Glamshopu oraz pora u mnie przyszła też na poszukanie nowego podkładu :) Jest tu też pewna szminka, którą skusiła mnie jedna z Was!



Na pierwszy ogień idą palety, a konkretnie nowa współpraca Glamshopu tym razem z Zuzią, która zaowocowała jedną z najładniejszych palet dziennych jaką posiadam - GlamBOX BOHEMA by lamakeupebella (119zł)! Paleta jest prosta i bardzo niepozorna z wierzchu, ale wewnątrz znajdują się idealne cienie na co dzień dla każdego oraz perfekcyjna propozycja dla panien młodych, które chcą same pomalować się w ten wyjątkowy dzień :) Ja jestem na razie zauroczona!



Kolejna paleta to "kobyła" od Jeffree Star Cosmetics - Blood Sugar Palett (215,52zł). Kusiła mnie dobrą opinia u Agi na blogu, a że nie miałam jeszcze nic z tej marki do oczu to postanowiłam właśnie w tą paletkę się zaopatrzyć. Jest duża i ciężka jak mała walizeczka :) Jest piękna, kolorystyka jedna z tych co lubię, sprawdzę jak w praktyce już nie długo :)


Ostatnią paletka w zestawieniu jest maleństwo od Natasha Denona - Mini Star Palette (87,20zł). Dalej uważam, że koszt tych małych paletek jest zabójczy, jednak bardzo spodobała mi się kolorystyka tej, no i musiałam ją sobie sprawić :) Maty i błyski są bardzo przyjemne w dotyku i kremowę, a przy tym bardzo nie pylą się w palecie. Poniżej znajdziecie swatche.

  • Orion - to perła o niebanalnym kolorze benzyny
  • Atik - to chłodny, średni mat z dodatkiem beżu
  • Bellatrix - to kolejna perła tym razem w kolorze rosegold
  • Cosmo - to perła w kolorze starego złota z lekko zielonymi pod tonami
  • Earth - to drugi w palecie mat, ciemny i chłodny brąz w odcieniu gorzkiej czekolady

Pozostając przy oczach, postanowiłam znów zaszaleć z błyskotkami i po poście od Mazgoo odwiedziłam sklep PigmentoveLove z jej polecenia i zaopatrzyłam się w kilka błyskotek. Wszystkie pochodzą z jednej marki Femme Fatale.






Pierwsze trzy pigmenty to typowe neony, które same na oku robią całą robotę. Są matowe i bardzo miałkie, a przy tym lekko suchawe i kredowe. Pierwszy o nazwie Neon Jazz (28,50 zł) - to intensywny trawiasty kolor, Neon Rumba (28,50zł) - to biskupi fiolet, a Neon Dance (28,50zł) - to rażący po oczach róż z domieszką koralu.



Kolejne to typowe błyskotki, bardzo drobno zmielone, zamówiłam 3 jednak dostałam 4 jako gratis w mniejszej pojemności. Pierwszy pigment to Świetlik (32,50zł) to kolor różowego złota z drobinkami fioletu, miedzi, złota i różu. Kolejny kolor to Panna Młoda (24,50zł) to połączenie jasnego cukierkowego różu z domieszką brzoskwini i żółtego złota. Następny pigment to Błyszcząca Panienka (31,50zł) to typowy ślubniak, połączenie pastelowego różu i jasnego złota. Ostatnia błyskotka była w gratisie i nosi nazwę Uwodzicielka - to kombinacja różu, fioletu oraz złota z niebieskimi drobinkami.





Przechodząc płynnie z oczu do brwi, mam tutaj jedną nowość o której już długo głośno w necie. Mowa o Maybelline Brow Satin w kolorze Light Blonde oraz Dark Blonde (14,93zł). Kredka jest dwustronna, z jednej strony znajduje się typowa kredka do brwi, nie za krótka i nie za cienka. Natomiast z drugiej strony znajduje się puder/cień do brwi który ma nam pomóc w zagęszczeniu wizualnym brwi. Nie byłam pewna jaki kolor będzie dla mnie odpowiedni więc zamówiłam dwa, ech nie wiem co mam Wam powiedzieć :( Jaśniejszy kolor to odcień beżu - serio! Natomiast ciemniejszy to średni kolor, chłodnego brązu ale wpada w zgniłe zielone tony :( Muszę je sprawdzić na brwiach, ale jak na razie zapowiada się tragedia.




Teraz coś do twarzy. Na pierwszy rzut idzie The POREfessional od marki Benefit (60zł) czyli baza minimalizująca widoczność porów w formacie podróżnym. Miałam kiedyś kilka jej próbek i szczerze spodobała mi się bardziej niż taka sama baza dedykowana ze Smashbox - Photo Finish Pore Minimizing Primer. Oczywiście ta jest o połowę mniejsza, jednak robi to co ma robić. W małym i kolorowym pudełeczku oprócz bazy dostajemy też długą ulotkę w której znajdziemy rysunkową instrukcję jak używać bazy oraz kilka sztuczek od marki jak poprawić swój makijaż w ciągu dnia. Sama baza ma lekko piankową konsystencję, beżowy kolor i ładnie lekko pachnie.




Pora na dwa u mnie nowe podkłady, a raczej koloryzujące kremu do twarzy. Oba są o niebo dla mnie za ciemne, więc bez dużej dawki rozjaśniacza się nie obejdzie. Pierwszy z nich to Golden Rose Nude Look - Radiant Tinted Moisturiser w kolorze nr 01 Fair Tint (23,92zł). Jest gęsty i śmierdzi trochę chemicznie, na szczęscie zapach szybko się ulatnia. Kolejny to AVON - Anew Perfect Skin BB Cream w kolorze Light (21,99zł). Jest bardziej ciemny niż ten wyżej, konsystencja jest bardziej lejąca, a kolor minimalnie bardziej brzoskwiniowy. Zapach jest dużo ładniejszy, lekki i kwiatowy.



Pozostając przy twarzy, sprawiłam sobie dwa nowe pudry. Pierwszy to wypiekany puder od Golden Rose Nude Look - Sheer Baked Powder w kolorze Nude Glow (22,90zł), ma kolor i obawiam się, że będzie mi przyciemniał makeup :( Natomiast drugi to puder pod oczy od Paese Puffcloud (19,92zł), który jest transparentny i zbiera bardzo dobre opinie w sieci.




Ostatnie dwa produkty do twarzy to rozświetlacze. Pierwszy to coś o mocnym, szampańskim blasku od Nabla - Skin Glazing w kolorze Ozone (79,20zł). Drugi to miniaturka na spróbowanie czy kolor i formuła mi będzie pasował od Becca - Shimmering Skin Perfector Pressed Highlighter w kolorze Moonstone (60,80zł). Maja bardzo podobny do siebie kolor, jednak Becca ma nieco słabszy blask i bardziej złotawy ton. Oba jednak nie przyciemniają mojej skóry i idealnie błyszczą się na niej.



Pora na ostatnie już zakupy, więc przechodzimy do ust. Na pierwszy ogień idą produkty od Glamshop, czyli zestaw BELLA by Lamakeupebella (50zł) oraz dwie inne konturówki w zwykłej drewnianej kredce które zamówiłam przy okazji. W skład zestawu Bella wchodzą trzy konturówki i jedne błyszczyk. Poniżej możecie zobaczyć swatche.




Koturówka nr 1 to jasny beż z domieszką różu, kolor nr 2 to jasny róż, a kolor nr 3 to ciemnawy, ciepły brąz z lekko ciepłą bazą i dodatkiem beżu. Błyszczyk o nazwie Bella w opakowaniu wydaje się bardzo ciemny i rudawy. Natomiast na ustach i swachu widać, że jest to mieszanka jasnego pomarańczu i różu, a tego ciepłego tonu dodają mikro złotawo-rudawe drobinki zatopione wewnątrz.



Dwie pozostałe konturówki to Brzoskwiniowy Nude (15zł), która jest mieszanką brzoskwini i pudrowego różu, natomiast jak dla mnie róż wygrywa stanowczo w tej mieszance. Kolejna to Różana (15zł), która jest ciemnym, chłodnym różem z domieszką fioletu - piękna!






Skusiłam się na dwie nowe, kremowe pomadki od PAESE - NanoRevit Creamy Lipstick w kolorze nr 13 Mallow oraz nr 12 Peony (34zł). Pierwszy odcień to lekko zgaszony różu, a drugi to intensywny, jasny ale nie jakiś mega jaskrawy róż. Pachną lekko wazeliną i mają wykończenie satynowe. Są bardzo kremowe, aż może za kremowe jak na mat, przez co na ustach wypadają średniawo, odcinają się brzydko i wyglądają jakby się zważyły. Odcień nr 12 nie zostanie u mnie na bank, bo to nie moja kolorystyczna bajka.





Kolejne pomadki to moje dwie nowości kolorystyczne od Bobbi Brown (130,50zł) z serii Luxe Liquid Lip Velvet Matte. Mam dwa kolory: Uber Pink Nr 2 to w opakowaniu, chłodny i lekko przygaszony róż, natomiast na dłoni wygląda jak kolor różany z dodatkiem beżu, a znów na ustach u mnie jak brzoskwiniowy beż i kompletnie różu  nie widać :( Drugi kolor to Pink Shock Nr 8 w opakowaniu i na ustach to piękna i intensywna funkcja, natomiast na dłoni to malinowa czerwień :) Nie mam pojęcia od czego zależy ta zmienna kolorystyka - może od PH skóry? Pomadki po większym posiłku zjadają się od środka, ale nie jakoś tragicznie, zapach jest przyjemny i lekko świeży. Trzeba je nakładać w małej ilości, a potem najlepiej odcisnąć jeszcze, bo inaczej czuć je na ustach i wyglądają na zważone.





Kolejne trzy produkty do ust pochodzą z marki Lancome. Pierwszą "pomadkę" kupiłam dla fanu zobaczyć co to takiego - o zwykła ciekawość :) Mówię tu o Matte Shaker Nr 378 w kolorze Pink Power (81.75zł). Zawartość płynna produktu jest zamknięta w małych shakerze, a trójkątna gąbeczka nabiera produkt po wstrząśnieniu opakowaniem. Kolor to przepiękna funkcja, zapach jest lekko chemiczny i typowy dla tintów jeśli mieliście kiedyś. O dziwo mega zaskoczył mnie aplikator, bo okazał się precyzyjny. Kolor na ustach może być lekki lub bardzo intensywny, zależy ile razy będziecie smarować gąbeczka po ustach - dodam, że nie trzeba tu nic dokładać. Pomadka jest bardzo wodnista i jak to bywa przy tintach wżera się w usta. Kilka minut zastyga jak się dołoży większą ilość i odbija się, natomiast zjadając się robi to delikatnie od środka, stając sie po prostu jaśniejsza. Na razie podoba mi się ten wynalazek, jednak dodam, że bardzo wysusza usta i po kilku godzinkach zaczyna być ją już czuć na wargach.




Dwie pozostałe pomadki są z serii L'Absolu Rouge (123,74zł) Nr 250 w kolorze Beige Mirage oraz Nr 354 w odcieniu Rose Rhapsodie. Pomadki wyglądają bardzo luksusowo i otwierają się na click - mega podoba mi się ten bajer :) Zapach jest ładny, ale nic szczególnego, pomadki są bardzo kremowe i mają lekko transparentne wykończenie. Pierwszy kolor to idealny nudziak w kolorze neutralnego beżu, który na moich ustach wygląda bardzo delikatnie i lekko je rozjaśnia - idealna opcja na co dzień. Drugi kolor to zgaszony róż, który wygląda obłędnie na ustach. Formuła jak i odcienie obu bardzo mi się podobają :)




Ostatnia pomadka została kupiona od wpływem impulsu, gdyż zobaczyłam ją na blogu Justyny z Rupieciarni Drobiazgów w jednym z jej postów z ulubieńcami. Kolor mi się tak spodobał, że postanowiłam ją sobie także sprawić. Mowa o Avon - Matte Legend w kolorze Perfection (10,99zł). To piękna kremowa pomadka w kolorze zgaszonego i lekko chłodnego różu - cudna jest! Do najtrwalszych nienależny, ale mi to nie przeszkadza :) zapach ma bardzo ładny, lekko słodki, cukierkowy - mi się kojarzy z lizakami :) Jak na razie mam problem z wyczuciem malowania tym dziwnym kształtem i radze sobie pędzelkiem do ust.

A jak u Was zakupowe szaleństwo? Wolicie drogerie internetowe czy stacjonarne?
Ściskam Was mocno!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger