lipca 05, 2020

Popłynęłam ~31~

Hej!

Jak Wam mija początek wakacji? Odpuszczacie wyjazdy w tym roku, a może jesteście tak zmęczeni już siedzeniem w czterech ścianach, że musicie się gdzieś wyrwać? My się ciągle wahamy, jeśli gdzieś wyjedziemy to pewnie na spontanie i tylko w Polskę. Przechodząc do meritum - dziś mam dla Was garść nowości z Czerwcowych zakupów :) Kto ciekawy na co tym razem poleciała wypłata to zapraszam do dalszej części posta!



Jak możecie zauważyć, nie przeszłam obojętnie obok urodzinowej promki w GlamShop. Razem z przyjaciółkami rozbiłyśmy bank :) Ja oczywiście zamówiłam jeszcze gąbeczki i dużoooo pędzli, a po złożeniu zamówienia w pierwszy dzień dalej się wahałam czy czegoś jeszcze nie chce i ostatecznie złożyłam na sam koniec promocji drugie zamówienie, ale dotarło do mnie dopiero w piątek, więc pojawi się w kolejnym miesiącu w nowościach :)



Zacznę od palet i wspomnianego Glamshopu :) na pierwszy ogień chłodna paletka w ognistym opakowaniu, czyli GlamBOX edycja 18 - VALENTINA (107.10zł). Uwielbiam palety tej marki, a ostatnio nachodzi mnie na chłodną kolorystykę, więc stwierdziłam że ta paletka wpisuje się tu idealnie!



Kolejna paleta dalej pozostaje w tematyce chłodnej, mowa o GlamBOX - NATURALNIE RÓŻOWA (75zł). Uwielbiam róże w makijażu, więc wiedziałam od początku, że będzie moja! Kolory są fantastyczne, już nie mogę się doczekać kiedy wypróbuje wszystkie kolory - boje się trochę koloru Akcent, ale mam już na niego pomysł :)



Trzecia paleta zakupiona na promce to taki trochę eksperyment :) wyjście ze swojej bezpiecznej strefy i pobuszowanie w innych kolorystykach. Skusiłam się na GlamBOX - W ZIELONE (75zł), bo stwierdziłam, że zielony to jednak kolor który łatwiej ograć w makijażu niż np. niebieski.



Ostatnia paleta w czerwcowych zakupach to kolejne dziecko NATASHA DENONA - Love Palette (247.20zł). Kupiłam ją na promce w Sephora. Nie będę ukrywać, że poprzednia duża paleta bardzo mi się spodobała i podejrzewam, że to nie będzie moja ostatnia z tej marki. Duże lustro, solidne opakowanie, ale przy tym nie za duże, a do tego aż 15 kolorów! Chce jedynie zaznaczyć, że kompletnie nie podobają mi się palety te ogromne i te w skórzanych opakowaniach z tej marki - kolorystyka tam kompletnie do mnie nie przemawia.


Do twarzy też w moich zakupach znalazło się kilka produktów. Na pierwszy ogień idzie puder wodoodporny od GOSH Waterproof Setting Powder (44.80zł). Byłam mega ciekawa czy sprawdzi się na upały, ale ostatnio praktycznie nie nakładam żadnego podkładu czy BB kremu, więc ciężko było go wypróbować :)





Kolejne 3 produkty do twarzy to będą bronzery. Dwa pierwsze pochodzą z marki The Balm. Pierwszy z nich to Take Home the Bronze Bronzer w kolorze Olivier (65,45zł). Jest to jasny, lekko karmelowy brąz, ociepla się trochę na twarzy, ale na szczęscie nie jest to żadna pomarańcza :) Kolejny to w sumie nie sam bronzer a połączenie różu i bronzera, Balm Desert Bronzer (68,53zł). Kolor rzeczywiście jest tutaj bardziej różowy, jednak nałożony delikatnie zachowuje się jak produkt do konturowania. Oba bronzery są bardzo mocno napigmentowane, więc radze uważać, bo ja sobie już raz zrobiłam nimi kuku i niczym nie szło tego rozblędować. Oba mają lekko satynowe wykończenie to nie jest suchy i tępy mat.




Ostatni produkt do konturowania to FENTY BEAUTY - Cheeks Out Freestyle Cream Bronzer w kolorze Butta Biscuit nr 02 (63,10zł). Od jakiegoś czasu bardzo pokochałam kremowe produkty, zarówno bronzery jak i rozświetlacze, bo dzięki nim wygląda się świeżo, naturalnie i cudnie się blendują. Podobnie jest w tym wypadku - no ubóstwiam ten produkt i jego kolor! Nie jest on ani super chłodny ani super ciepły, choć przyznam Wam, że w opakowaniu wygląda chłodniej niż w realu. Kolor to taki orzech laskowy z odrobina karmelu. Przez ostatnie tygodnie używałam go nawet jak nie miałam podkładu i kompletnie nie widzę zużycia. Mi idealnie do niego sprawdza się pędzel typu duo fibre - mój ulubieniec to GlamBRUSH T108.




Jedyne produkty do ust, kupione w poprzednim miesiącu pochodzą wyłącznie z Glamshopu i są to klasyczne szminki (23,20zł) oraz błyszczyki (12zł). Na początek pomadki, które wyglądem zewnętrznym przypominają MACa, natomiast wewnątrz już kompletnie się od nich różnią, zarówno pod względem kształtu jak i zapachu. Pomadki mają bardzo kremową formułę, bardzoooo - przy samych swatchach możecie już zaobserwować jak bardzo. Zapach nie należny do najprzyjemniejszych, jest lekko woskowy - natomiast nie pachnie jakoś super intensywnie, więc na ustach się go praktycznie nie czuje. Wszystkie trzy kolorki które kupiłam mają bardzo dobre krycie i lekko barwią usta w ciągu dnia, nie jest to jakiś tint, natomiast przy ścieraniu się pomadki wygląda to dalej estetycznie. Nie są jakieś turbo trwałe, ale też nie znikają po godzinie. Po większym posiłku na pewno trzeba je ponownie nałożyć. Kolorki jakie ja sobie sprezentowałam to: Nude Róż - czyli mieszanka beżu oraz różu, kolor w opakowani jest bardziej beżowy niż na ustach, ostatecznie wygląda jak lekko brzoskwiniowy róż. Kolejna pomadka to Rozi, czyli średnio jasny odcień różu, który wygląda obłędnie na ustach. Ostatni kolor to Lila Nude który jest chłodnym różem z domieszką beżu i szarości.



Kolejne dwa produkty do ust to klasyczne błyszczyki z Glamshopu. Ich konsystencja jest bardzo gęsta i mają mocne krycie. Zapach jest znikomy, ale nie tak sztuczny jak przy szminkach. Są maleńkie, ale to dlatego, że producent zamiast sztucznie oszukiwać nas wielkością opakowaniu - pokazała jak jest i dostajemy minimalistyczne pojemniczki o cieniutkich ściankach, gdzie idealnie dostrzeżemy ile produktu otrzymaliśmy. Błyszczyki są lepkie i jeśli nałożymy ich za dużo to zbiorą się w kącikach ust. Sam aplikator jest jak dla mnie nie trafiony, bo nakłada bardzo znikomą ilość produktu na usta, więc aby pokryć całe trzeba z minimum 5 razy zanurzyć go wewnątrz opakowania. Ja kupiłam dwa kolory, pierwszy to Słodki, czyli cukierkowy, jasny róż. Nałożony sam na usta, nie podoba mi się i nie pasuje do mojej karnacji, natomiast nałożony na beżową pomadkę lub w bardzo oszczędnej ilości wygląda już super. Drugi kolor to Nude Glam i jak dla mnie to strzał w dziesiątkę - jestem zakochana w tym odcieniu. Jest to brudny róż, ale z lekką nutką beżu - wygląda na ustach obłędnie! Chciałabym też zwrócić Waszą uwagę, iż kolory produktów do ust oraz ich swatche na stronie sklepu kompletnie nie oddają prawdziwych odcieni.




Na koniec małe zakupy paznokciowe, czyli 4 nowe kolory do mojej kolekcji lakierów hybrydowych od NeoNail Dreamy Shades (28.90zł). Pierwsze dwa są w bardziej żywych kolorach: Delightful Feeling nr 7540-7 to intensywny, chłodny, fiołkowy fiolet. Bloomy Mood nr 7546-7 to koralowy odcień różu, lekko pastelowy. Kolejne dwa kolory to już bardziej nudne i dzienne odcienie: Essential Time nr 7548-7 to jasny, chłodny beż z lekką domieszką różu. Morning Whisper nr 7549-7 to już ciemniejszy kolor, który jest szarawym, chłodnym brązem.

To już wszystkie zakupowe zbrodnie popełnione w Czerwcu, a jak Was portfel? Ucierpiała na promce urodzinowej w GlamShop?
Ściskam Was mocno i przesyłam troszkę chłodku na te upalne dni lata!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger