marca 21, 2020

Popłynęłam ~26~27~


Cześć!

Dziś przychodzę już z ostatnia częścią zaległych zakupów :) okresy od Października do Listopada oraz Grudzień 2019. Kolejne zakupowe posty już w tym roku pojawiają się na bieżąco i mam nadzieje, że tak już zostanie! Cały 2019 rok zakupowy w trzech postach :)

Na początek zakupy z Października oraz Listopada: 



Widać od razu, że Czarny Piątek skutecznie na mnie oddziaływał w tym roku. Poleciał majątek i zrobiłam małe spustoszenie jeśli chodzi o Glamshop :) Przyznam szczerzę, że w większej części to zakupy z nudów i chęci nagrodzenia siebie, bo byłam od Września do prawie końca Grudnia na zwolnieniu lekarskim po kilku operacjach i miesięcznym pobycie w szpitalu - musiałam sobie jakoś ulżyć w cierpieniu :(



Zacznę od typowo świątecznej palety od TOO FACED Gingerbread Spice Palette (172zł). Ma ona piękne maty które idealne pasują do ciepłych błysków jakie też tu znajdziemy. Kolorystyka jest typowo ciepła i właśnie taka "piernikowa" :) W Sephorze dostępna jest też druga wersja tej palety Gingerbread Extra Spicy, jednak jej kolorystyka mniej do mnie woła.



Kolejna paleta to idealna kolorystyka na co dzień i od święta na jakieś większe wyjścia. Wiele wizażystów ją poleca, a jeden do jej powstania przyłożył swoja zdolną dłoń, więc w końcu musiała być moja - mowa o Affect Pure Passion (73,50zł) stworzona we współpracy ze znaną makijażystką Karoliną Matraszek. Większość cieni to maty, które uwielbiam używać w makijażu dziennym kiedy się śpieszę.

 


Ostatnia paleta w zestawianiu zakupowym, to jak dotąd mój najdroższy zakup, opłakany ogromnym cłem które stanowiło połowę ceny palety, więc jako cenę zapłaconą podam Wam całość kosztów. Mowa oczywiście o Pat McGrath Mothership V: Bronze Seduction (543.03 + 220zł) - płakać mi się chciało jak dostałam informację o tak wysokiej dopłacie, bo na stronie sklepu można z góry opłacić podatki i wtedy wyszłoby mi około 100zł dopłaty - masakra :( Czy warta jest tych prawie 800zł - wątpię! Dowiecie się wszystkiego w osobnej recenzji.



Pora na kolejne rozbicie banku i majątek wydany na Prasowane Pigmenty GlamSHADOWS (14,40zł) w liczbie 23szt oraz Pigmenty Prasowane Turbo Glow czyli Turboty (20zł) w liczbie 15szt! Wszystko kupione na promce 20%. Za dużo tych cieni aby wypisywać Wam wszystkie kolory - jeśli macie pytania o któryś to dajcie znać w komentarzu, ale jestem zadowolona ze wszystkich :) Już zmacane, a niektóre już były w użytku :)




Zostając w tematyce oczu, kupiłam nowy tusz od Bourjois - Mascara Twist Up Volume (22,99zł), to jedna z moich ulubionych - mam moją ulubioną 4 tuszy do rzęs, może zrobię kiedyś taki post z ich porównaniem :)





Pora na coś do twarzy, tym razem to Golden Rose BB Beauty Balm nr 01 Light (29,90zł). Niestety najjaśniejszy kolor za ciemny dla mnie, więc bez rozjaśniacza się nie obyło. Jak na BB krem to u mnie na twarzy zastygał na mat, co dziwne bo jestem przyzwyczajona do bardziej rozświetlających i nawilżających wykończeń. Zapach raczej chemiczny, trwałość nawet dobra bo wytrzymuje z 10 godzin przypudrowany, potem zaczyna się lekko świecić w strefie T. Nie jest zły, ale raczej nie kupie go ponownie :(



Pozostając przy twarzy, mam jeszcze jedne produkt - mianowicie WIBO Eyebrow Fixer czyli bezbarwny żel do brwi (11,99zł). Dziwny to produkt z dziwną szczoteczką :) Niby podoba mi się jak układa brwi i je rozczesuje, ale utrwalenie jest znikome, nabiera dużo produktu a do tego brudzi się niemiłosierne od kredki uprzednio nakładanej na brwi. Jeśli macie krótkie brwi i nie potrzebujecie mocnego utrwalenie to będzie to produkt dla Was - tylko po co? Żel do brwi z zasady ma utrwalać włoski, a skoro tego nie robi to nie jest żelem do brwi - koniec tematu :)






Pora na produkty do ust, a tych oczywiście będzie sporo. Zacznę od Guerlain nr 011 Beige Lingerie (119,20zł). To mój ideał, serio do tej pory nie wiedziałam, że istnieje aż nie poznałam tej pomadki. Najgorsze jest to, że jak ostatnio sprawdzałam to nie można jej już nigdzie dostać :( Ma fantastyczne i ekskluzywne opakowanie, bardzo solidne. Dodatkowo ma kremową i delikatną formułę, która pięknie się zjada i idealnie stapia z moimi ustami. Kolor to jasny beżowy róż z odrobiną brzoskwini, a zapach - och zapach! Mogłabym się w nim kąpać i mieć takie perfumy - jest niesamowity! Kolejna pomadka to Shiseido Nr RD714 Sweet Desire (108zł). Ma bardzo mocne krycie i kompletny brak zapachu. Kolor to herbaciany róż z domieszka brązu. Bardzo kremowa, długo trzyma się na ustach i powoli, jednak ładnie się zjada.




Kolejne dwa produkty pochodzą od Fenty Beauty. Pierwszy to Gloss Bomb Universal Lip Luminizer w kolorze Fu$$y (75zł). To bardziej różowa wersja pierwszego błyszczyka tej firmy. Lekko różowy, gesty z milionem rozświetlających drobin, a do tego meeega klejący. Na utach jest transparentny i koloru praktycznie nie widać, a złoty piasek cudnie lśni w słońcu lub świetle lamp - subtelnie. Ma cudny zapach jakby śmietankowo-waniliowy i jeszcze coś, ale nie mam pojęcia co. Jestem zachwycona.





Druga pomadka tej marki to ich znana Stunna Lip Paint Longwear Fluid Lip Color, która już mam w śmiałym kolorze o którym pisałam TUTAJ, tym razem wybrałam kolor Uncuffed (79,20zł), który miał być idealnym, jasnym, brudnym różem na co dzień - a okazał się brzydkim, nierównym i szarawo brązowym kolorem :( Jak się człowiek zapatrzy w perfumerii to zobaczy róż, natomiast u mnie na ustach wygląda jak brąz :( Bardzo wiele zdjęć w necie jest przekłamanych jeśli chodzi o ten odcień, nie dajcie się nabrać i przetestujcie ją choć na ręce w Sephorze. Ja jestem wściekła i pomadka poleci do jednej z moich przyjaciółek, którym pasują takie odcienie. 




Ostatnie już zakupy, a przy tym ostatnie pomadki to Bobbi Brown Luxe Liquid Lip Velvet Matte w kolorze nr 1 Double Bar (115,50zł) oraz Luxe Liquid Lip High Shine nr 4 Camisole (123,75zł). Pierwsza ma piankową konsystencję i chyba za duży aplikator, bo bardzo cięzko wyciąga się go z opakowania :) Kolor to lekko brązowawy róż, chłodny ale bardzo twarzowy. Druga pomadka ma dużo cieplejszy kolor, jakby róż z domieszka pomarańczy - podobnie jak pierwsza bardzo mocno kryję i ładnie prezentuje się na ustach. Obie także mają lekko chemiczny zapach, ale nie jest to nic nieprzyjemnego. Ne są trwałe, zarówno wersja matowa (która ani trochę matowa nie jest) jak i błyszcząca ładnie się zjadają z ust i można je łatwo dołożyć po posiłku.

Ostatnie zakupy Grudniowe: 



Tym razem troszkę mniejszy szał, bo budżet tegoroczny nadwyrężony mocno poprzednim miesiącem zakupowym :) Zmożony oczywiście paletowy zakup, a pomadek jakby mniej :) Zacznę więc od nich!




Zacznę od Maybelline Super Stay Matte Ink nr 30 Romantic (13,90zł). To mega żarówa, jeśli nie lubicie się wyróżniać w tłumie ani jak ktoś zwraca uwagę na Wasz makijaż to omijajcie ją szerokim łukiem :) Ja uwielbiam takie kolory i czasem nie robię kompletnie makijażu cieniami, tylko kreska na oko, tusz i taki kolor pomadki :) Szczególnie wiosna i lato to czas kiedy szaleje z takimi kolorami na ustach! Pomadka bardzo dobrze się trzyma i ładnie zjada - jestem zaskoczona bo myślałam że będzie się odcinać brzydką kreską - a tu zaskoczenie :) Zapach jest przyjemny, lekko waniliowy, a formuła bardzo płynna. Należy nałożyć jej bardzo mało i nie sklejać specjalnie ust po aplikacji, bo zauwazyłam że ta formuła tego nie lubi. Wykończenie jest kompletne matowe. Można ją dołożyć jeśli zjedliście super tłuste jedzenie, jednak zalecam zmycie i ponowne nałożenie jeśli zjedliście za dużo pomadki - aby się nie zrobiło ciacho na ustach ;)



Teraz siostra poprzedniczki, jednak tym razem w kredce, czyli Maybelline Super Stay Ink Crayon nr 25 Stay Exceptional (17,82zł). Kolor to ciemny, lekko brudny róż. Forma pomadki to wykręcana kredka, która rozsmarowuje się na ustach jak masełko i pozostawia matowy kolor. Jest dużo mniej trwała od poprzedniczki płynnej, jednak zapach jest identyczny. Ładnie się zjada i można ją bezpieczne i wielokrotnie dokładać kiedy coś zjemy.



Ostatni produkt do ust to Golden Rose "Vinyl Gloss" High Shine Lipgloss nr 08 (15,92zł). Jest to bardzo gesty, klejący i dobrze kryjący błyszczyk do ust o znikomym zapachu. Bardzo długo o dziwo trzyma się na ustach, jednak kolor jaki zamówiła jest dla mnie stanowczo za chłodny. Jest to zimny róż z dużą domieszka fioletu i szarości, dlatego powędruje dalej w świat.



Mam tez coś nowego do brwi, mianowicie żel Bourjois Brow Design nr 01 Transparent (12,99zł). Dobrze, że nie był drogi bo szału nie ma. Ma bardzo fajną, małą szczoteczkę, natomiast żelu wydobywa tak niewiele, że gdyby nie to iż produkt był zafoliowany to pomyślałabym że dostałam zużyty produkt - żelu praktycznie nie widać ani na szczoteczce ani na brwiach. Nie zauważyłam także jakiegoś szczególnego utrwalenia włosków, wiec nie polecam.



Po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do tuszu Loreal Volume Million Lashes, tym razem w wersji So Couture Extra Black (25,90zł). Po pierwszym użyciu przypomniałam sobie dlaczego przestałam używać serii "Million Lashes" - mianowicie cały czas kłułam się maskara w górna linie wodną oka. Jaki to jest ból, jakby ktoś szpile wbijał :( Maskara na początku jest bardzo rzadka i należy jej dać się trochę podsuszyć zanim będzie zdatna do użytku, ja uwielbiam ja do dolnych rzęs - tam sprawdza się idealnie :)




Jeśli chodzi o produkty do twarzy to mam jeszcze dwie nowości czyli rozświetlacze z Glamshop (26,10zł). Pierwszy to chłodnawy, złoty rozświetlacz z lekka różową poświatą o nazwie Rozświetlica, a drugi to białe złoto Bomboniera. Oba dają piękny taflowy wręcz blask na twarzy lekko wklepane palcem. Nie nakładałam ich pędzlem, zawsze robię to palcem i to na podkład. Dają przez to efekt zdrowej skóry. Żaden z nich ani nie bieli ani nie przyciemnia, są bardzo mokre w dotyku, jak woda. Mają mniejszy rozmiar niż zazwyczaj produkty tego typu z marki Glam, ale mi w tym wypadku to się podoba.



Przyszła pora na paletki, na pierwszy ogień idzie Anastasia Beverly Hills Prism (199,90zł). bardzo chciałam ją kupić już wcześniej, bo ma kilka ciekawych kolorów, jednak nigdzie nie mogłam jej dostać, aż w końcu produkty tej marki pojawiły się w Cocolicie i to jeszcze na tą akurat była zniżka.



Kolejna paleta to nowe dziecko Affectu - Sweet Harmony (114,99zł). Idealna na co dzień z odrobiną szaleństwa w postaci dwóch niebieskich cieni - które jak się okazało są w kolorach roku 2020 ;) Podoba mi się bardzo kolorystyka, choć brakuje mi tu błysku w lekko różowy kolorze.
 


Następna paleta to maleństwo od Bell Hypoallergenic Nude Eyeshadow nr 01 (18,99zł). Nasłuchałam się ostatnio jak to marka poprawiła jakość i ich produkty (w tym cienie) są bardzo dobrej jakości, więc się skusiłam. Ach niestety to nie moja bajka. Kolory są mega nudne i szarawe a do tego konsystencja kremowa ciężko pracuje na oku. Paleta ma chłodną kolorystykę a kremowe pod palcem cienie, które są satynowe trochę się świecą na palcu jak wosk pomieszany z kredą. Najlepiej nanosi się palcem. Poniżej możecie znaleźć swache oraz krótki opis kolorów:


  • Beż - jasny o lekko różowej poświacie 
  • Róż - chłodny, lekko fioletowy róż


  • Fiolet - jaśniutki beżowawy fiolet, bardzo chłodny
  • Brąz - prawie szary, chłodny brąz
  • Szary - zimny, średnio ciemny, metalowy, stalowy brąz


Kolejne maleństwo to paleta od Nars - Voyageur Eyeshadow Palette w kolorze Suede (108zł). Według producenta ma być paleta podróżna i właśnie taka jest. Ma 6 malutkich cieni w formacie jak cienie w paletach Anastasii, mamy tam 4 perły i 2 maty. Perły są mokre pod palcem, a maty dobrze napigmentowane. Cała kolorystyka to taki typowy dzienny nudziak w neutralnej odcieniach. Nazwy cieni są wypisane na spodzie palety. Poniżej możecie znaleźć swache oraz krótki opis kolorów:


  • Deep Chick - to perłowy rose gold z przewaga złota
  • Stilt House - to cudny perłowy róż, delikatny, jasny lekko rozmyty, idealny na cała powiekę
  • Graffiti - ciemny brąz, prawie czarny z mnóstwem złotych drobinek, idealny do smokey


  • Soleil - matowy, chłodny i szarawy brąz
  • Jumeirah - piękna perła o szampańskim kolorze
  • Condesa -ciemny, chłodny, matowy brąz w kolorze gorzkiej czekolady



Ostatnia zdobycz to obiekt westchnień wielu i pomimo tego,  ze w Glamshopie palety są limitowane to tą chyba już kilka razy doprodukowali :) Mowa oczywiście o GlamBOX "Kwitnąca Wiśnia" by  DiM Agnieszka Janoszka x GlamShop (119zł). Udało mi się ją kupić w drugim rzucie w Grudniu. Rozumiem wszystkie wzdychania, bo na żywo jest przepiękna - pomysł rewelacja!

I to by było na tyle moich szaleństw w roku 2019! Przyznajcie, że trochę tego było pomimo tego, że na blogu była cisza :) Przyznajcie się jeśli macie coś z rzeczy które wymieniłam w tym wpisie, jestem mega ciekawa!

Ściskam mocno!

2 komentarze:

  1. Mega dużo tego, a paleta za 800zł to dla mnie kosmos. Ciągle się waham czy ABH jest warta takiej kwoty i zwlekam z zakupem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomadki z Shiseido na moich ustach były nietrwałe, ale za to bardzo polubiłam te z Guerlain <3.
    Kwitnąca wiśnia to jest jakiś obłęd;). Genialna pod względem doboru kolorów, jak i jakości <3.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 M&M - Mouse and Makeup , Blogger